StarCraft II - Wings of Liberty
Szczerze wątpię, by były osoby nie znające uniwersum StarCrafta, jednak na wszelki wypadek szybko przedstawię, na czym polega rozgrywka. Do dyspozycji dostajemy trzy strony konfliktu – Terran, Zergów i Protossów, każda o różnych systemach rozwoju. Pierwsza reprezentuje ludzkość, ich oddziały to futurystyczna piechota, wojska zmechanizowane oraz siły powietrzne. Zergi (lub Zergowie) to z kolei rasa przerażających, bezlitosnych obcych, zalewających przeciwnika hordami wszelkiego typu robactwa, a budowle ewoluują tu z żywych organizmów. Protossi stanowią za to najbardziej zaawansowaną technologicznie nację. Manipulując czasem i przestrzenią są w stanie błyskawicznie przywoływać swoje budynki, jak też jednostki, wprost ze swojej ojczystej ziemi – Aiur. Wszystkie rasy zaliczyły rzecz jasna spory skok technologiczny w stosunku do „jedynki” i wymyśliły, tudzież wyewoluowały nowe, potężne jednostki, stare zaś otrzymały dodatkowe zdolności. Wprowadzono też szereg zmian czyniących rozgrywkę bardziej strategiczną niż zręcznościową. Ale nadal trzeba mieć niezły refleks, bo gra nie zwolniła ani trochę.
Główny „zły”, Arcturus Megsk, to były rebeliant, któremu władza przesłoniła ideały. Wprowadził taki sam reżim, z jakim walczył – swoisty nowy „Dyrektorat”. Do akcji wkracza też Kerrigan ze swoim planem zemsty, za to co jej on uczynił, a jakby tego było mało, demiurgowie Zergów oraz Protossów, legendarni Xel’naga, także powracają. Proroctwo się wypełnia i choć na razie nie wiadomo, czy przybywają niosąc ocalenie, czy zagładę, tak ich kolejne twory – Hybrydy, z całą pewnością nie mają pokojowych zamiarów. My, czyli Terranie, oczywiście jesteśmy tymi dobrymi, chociaż nie zawsze do końca moralnymi. Przemierzając uniwersum na pokładzie krążownika Hyperion, będziemy wykonywać szereg rozmaitych misji. Początkowo głównym celem jest pozbycie się ciemiężyciela Mengska, jednak finanse (a w zasadzie ich brak) pchną nas w pogoń za artefaktami dla tajemniczej fundacji Moebiusza. Cały czas przyjdzie również odpierać ataki Zergów, którzy zbiegiem okoliczności też urządzają sobie wykopaliska. Zadania są zróżnicowane, czasami wzbogacone o wybór sposobu ich rozwiązania, co ma raczej mniejszy wpływ na całość fabuły, ale jest ciekawym dodatkiem. Wspomniany powrót Xel’naga objawi nam się w wizji Zeratula – mini-kampanii, w której zagramy Protossami.
Całości dopełnia dosyć humorystyczny klimat posiadówek w Kantynie, gdzie można obejrzeć wyborne aktualności ze starcraftowej telewizji UNN, pograć na automacie w Zagubionego Wikinga, czy pogapić się na tańczącą na rurze elfkę z World of Warcraft. Podobnych smaczków jest w grze całe mnóstwo – od latających toalet, przez ukryte opcje dialogowe, na osiągnięciach w rodzaju „Dowiedz się, co wygrał Matt Horner grając w pokera” kończąc. Tych ostatnich są całe setki – prawdziwa gratka dla wszystkich „achievementowych” pań (i panów) lekkich obyczajów. Wspomnieć trzeba także o genialnej otoczce towarzyszącej wprowadzaniu do rozgrywki nowych, śmiercionośnych wynalazków mechanika pokładowego – Rory’ego Swanna. Tylko napomknę o dodatkowych wyzwaniach w trybie dla samotnego gracza i czterech poziomach trudności - z opcją Brutal zarezerwowaną dla najlepszych. Żaden produkt Blizzarda nie obejdzie się też bez kapitalnych wstawek filmowych. Te z SCII: WoL to ścisła światowa czołówka.
Osobiście wolałbym się dowiedzieć, czy jest to najbardziej grywalna strategia tej dekady.
to załatw sobie trial keya. Pograsz 7 godzin w multi, a potem jako "gość" możesz przejść kampanię. Kilka osób już potwierdziło, że można tak zrobić, więc masz grę za darmo. Kupić będziesz musiał dopiero jak będziesz chciał dłużej pograć na BN. Wszystko to legalnie.
"wg mnie a tłumaczenia w stylu bo wydaliśmy tyle i tyle i musi się nam to zwrócić to żenada" - cóż Blizzard z ceny nigdy się nie tłumaczył bo jak już pisałem wyżej - w większości państw taka cena to nie jest niczym niezwykłym (a to że Polskę potraktowali jak resztę świata - no cóż co poradzimy).
I może i SC2 jest odgrzewanym kotletem - ale przyprawionym i odgrzewanym przez prawdziwie mistrzowskiego mistrza kuchni tak, że smakuje jak świeży

No i jeszcze jedno - nie każdy lubi "innowacyjne" RTS-y, ja np. wolę zwyczajny stary oldskulowy mechanizm: wydobywaj surowce, rozbuduj bazę, zbuduj armię, zniszcz przeciwnika (właśnie jak SC), ostatnim "innymi" RTS-ami które przypadły mi do gustu były wszystkie Homeworldy - wszelkie inności jak Company of Heroes, Dawn of War (w szczególności dwójka), Empire at War - odrzuciły mnie od siebie bo zbyt różnią się od modelu RTSa jakiego ja lubię.
Mnie cena nie odstraszyła. Już widziałem cd-keye na Allegro za 80zł. Pewnie z generatora, ale jeszcze góra 2-3 miesiące i cena będzie bardziej znośna. I nie będzie jak w przypadku innych gier, np. RDR, że się znudzi i po pół roku od premiery nie będzie z kim grać. Tu zawsze będzie mnóstwo ludzi.
@Sal - To co powiesz o tym że że MW2 można przejść w 5-6h na jednym włączeniu(Własne doświadczenie). Jednostki terran może są średniawe, ale przynajmniej nie zniszczyli Battlecruisera który wciąż z wyglądu jest moją ulubioną jednostką. A filmiki? Mi nawet na jednych z najsłabszych(low-mid) detalach wyglądały bardzo dobrze. Może fakt że gram w Starcrafta a nie jakąkolwiek inną grę wpływa na moją ocenę, ale one naprawdę dobrze wyglądały jak dla mnie. A Warhammer jeśli masz na myśli jakikolwiek to co najwyżej DoW 1 z dodatkami, bo 2 jest słaba, małymi grupkami, żadnego budowania, tylko walka (tą samą wadę ma C&C4 choć on na dodatek ma tylko jeden tryb co sprawia że jest jeszcze słabszy w mojej opinii).
Gdy przechodzi pan kampanię na poziomie Casual, to niech się pan nie dziwi, że szybko się kończy. Grając na wyższym poziomie, granie "kupy", nic nikomu nie da, nie raz trzeba wygrać jedynie czystym sprytem, a każda misja jest inna. Co innego w DoW, gdzie kampania jest po prostu żałosna. Powtarzalna, wręcz nudzi się po 2h gry, nie zależnie od poziomu trudności, nie jest to żadne wyzwanie, dla kogoś obeznanego z RTS'ami. Dzwiękowo SC2 napewno wychodzi lepiej niż DoW, jedynie graficznie jest w plecy - odbija to sobie grywalnością gdzie przebija DoW'a na głowę.
Wiele razy słuchałem i ostatecznie uznałem, że te teksty są z końcówkami "-ej" :)
@Sal
Nie do końca jest tak, że zawsze wygrywa się "kupą". Misje z Novą, albo Toshem, to pokazy umiejętności pojedynczych bohaterów. Misje z Zeratulem również. W pozostałych... no cóż - trzeba mieć wojsko, a im więcej tym lepiej. Obrona przed Zergami na Brutalu, czy "Noc żywych trupów" były by dosyć ciężkie bez produkowania nowych jednostek.
Co do wyglądu czołgów. Tak jak napisałem... zaledwie znośne. I tak jest o niebo lepiej, niż ten pierwszy zaprezentowany trzy lata temu, i przyjemniej się rozkłada, ale wygląda jak kartofel. Gruby, obły... nijaki.
Cutscenki "na silniku gry" może i tak, ale te prawdziwe, to mnie osobiście wgniotły w fotel. Najbardziej ta z Zeratulem w okolicy świątyni. Kwestia gustu myślę.
Jest nawet achievement, żeby przejść kampanię w mniej niż 8 godzin na normalu. Pamiętam, że rok temu na HotZlocie kiedy opowiadano o "Call of Juarez: WIęzy krwi", powiedziano, że właśnie 8 godzin to czas potrzebny na jej ukończenie. W SC2 mamy też multi i kiedy spojrzeć na "jedynkę", w którą gra się nadal, to "dwójka" niejednemu wyjmnie kilka lat z życiorysu. W finale więc i tak dostajemy bardzo, bardzo dużo.







