Sniper: Ghost Warrior
Wcielamy się tu w sierżanta Tylera Wellsa z Korpusu Piechoty Morskiej USA, który pełni funkcję snajpera w oddziale zwiadowczym. Dzięki bogato przedstawionej biografii głównego bohatera (w instrukcji dołączonej do gry), dowiadujemy się, że motywacją dla jego wstąpienia do wojska były pamiętne ataki z 11 września. Po zaciągnięciu się do Marines, w 2002 roku Tyler został wysłany do Afganistanu, gdzie wykazał się dojrzałością oraz fenomenalnymi warunkami zarówno psychicznymi, jak też fizycznymi. Trzy lata później mianowano go strzelcem wyborowym, a po czterech kolejnych rusza na tajną misję dla CIA w Ameryce Środkowej. Od tej pory jego (a zarazem naszym) celem jest generał Manuel Vasquez – dyktator na wyspie Isla Trueno, gdzie toczy się cała akcja produkcji.
Nieźle przygotowane wprowadzenie zwiastować powinno bardzo rozbudowaną i wciągającą historię, jednak tytuł nie został zaprojektowany z tak „filmowym" rozmachem, jak przykładowo Bad Company 2 czy też ostatnie Call of Duty. Misje powiązane są ze sobą raptem drobnym wątkiem fabularnym - to pretekst, aby po prostu powalać kolejnych przeciwników na ziemię wprawnym strzałem gdzieś z daleka. Brak też niestety wielkiego finału - gra się zwyczajnie w pewnym momencie kończy, co zadziwi niejednego. W czasach, gdy przyzwyczajeni jesteśmy do efektownych finałów, takie podejście twórców do sprawy jest zdecydowanie dyskusyjne. Cóż, może przy okazji ewentualnej drugiej odsłony gry City Interactive skusi się na coś porządniejszego. Ale przynajmniej nikt nic nie "zaspoileruje"...
Chyba, że mają kolejna misję - zaszczepienia idei spodgry na nowych rynkach. Nowego Midasa, sprzedającego kieprawe gry za pół ceny nikomu nie trzeba.
Ocena Oleja oscyluje w okolicach przeze mnie przewidywnanych, nie mniej nie jest źle ;)







http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/4...