Risen

 
Data: 02 grudnia 2009    Platforma: PC  Autor: ignus
7,4/10
OCENA
 
 
Miłośnicy rozrywki elektronicznej spod znaku cRPG dzielą się na dwa obozy. Jeden z nich tworzą ci, którzy ubóstwiają serię Gothic, nazywając ją najlepszymi grami fabularnymi wszech czasów. Ten drugi zaś składa się wyłącznie z prychających z pogardą na myśl o dziełach Piranha Bytes, określających je mianem „RPG akcji dla ubogich”, tudzież zwąc „zręcznościówkami z kilkoma cyferkami”. Ale nie jest ważne po której stronie barykady się stoi - ważne, że nie można przejść obok tych gier obojętnie. Twórcy „gotyckiej” sagi po rozstaniu się z JoWood oraz utracie praw do stworzonej przez siebie marki na szczęście nie złożyli broni. Wzięli się z miejsca do pracy nad kolejnym tytułem utrzymanym w stylistyce, którą tak dobrze do tej pory zgłębili. W rezultacie dostaliśmy Risen, produkt kontynuujący tradycję rozpoczętą przez niemieckiego dewelopera jeszcze w 2001 roku.
 
 
 
 
 
R    E    K    L    A    M    A
 

Tytuł zawiera sporo cech, którymi charakteryzowały się poprzednie dokonania Piranha Bytes - ot, wcielamy się chociażby w bezimiennego protagonistę. Jego historia rozpoczyna się w momencie, kiedy statek, na pokładzie którego nasz anonimowy heros się znalazł, tonie i woda wyrzuca nas na tajemniczą wyspę. Po ocknięciu się odnajdujemy tu niewiastę imieniem Sara, by wraz z nią ruszyć w poszukiwaniu cywilizacji... Zaraz, zaraz - czy ja przypadkiem nie pomyliłem płyt i nieopatrznie zainstalowałem Age of Conan? Historia w MMO Funcomu zaczynała się identycznie. No cóż, odłóżmy może na bok kwestię przeciętnego zawiązania akcji. Wracając do przygód Bezimiennego, który na moje oko wygląda na skrzyżowanie Jasona Stathama z Wentworthem Millerem – wkrótce okazuje się, iż przemierzany pieszo atol nie jest opuszczony. Mieszkają tu różne irytujące stworzenia pokroju Wygłodniałych Sępów Morskich, Żądłoszczurów (zapewne jakaś lokalna odmiana popularnego gryzonia), czy Złych Wilków. Wyspa nie jest jednak kompletną dziczą, to także bowiem siedziba Bandytów pod przewodnictwem niejakiego Don Estebana. Rezyduje na niej również Inkwizycja. Nie trzeba chyba mówić, że frakcje te nie darzą się zbytnią miłością...

Pierwotnie wydawało mi się, że całość obraca się wokół tego konfliktu interesów, jednakże wszystkie spory milkną w momencie, gdy oto pojawia się wspólne zagrożenie. Dzielny bezimienny wojownik musi wówczas przyjąć rolę zbawcy ludzkości, czy tego chce czy nie. Zaznaczę w tym miejscu mój największy zarzut wobec opowiadanej historii - nie chodzi już o to, że pomysł na fabułę jest okrutne wręcz oklepany, a sama idea gracza, który zaczyna z niczym, a kończy ratując świat, była już użyta chyba z milion razy. Otóż opowieść rozkręca się zdecydowanie za długo - gdzieś tak przez pół (albo i więcej) pierwszego rozdziału. Tymczasem jesteśmy ledwie chłopcem na posyłki. Zbieramy grzyby, zanosimy piwo robotnikom, polujemy na zwierzątka i odnosimy kuchareczce mięso... Nie powiem, by mnie to jakoś szczególnie z początku radowało. Nie pomaga dodatkowo fakt, iż nasi przeciwnicy są na starcie zabawy ciut za silni. Później na szczęście nasza postać trochę „przypakuje”, sama historia zaś nabierze rozpędu i solidnie się przyrumieni, niemniej Risen zdecydowanie robi bardzo złe pierwsze wrażenie. Po prostu odrzuca - z powodu powoli rozkręcającej się akcji, częściowo z braku jakichkolwiek pieniędzy na lepsze uzbrojenie i rozwój postaci (tak, trzeba za to tu płacić, ale o tym później), a na dokładkę mamy pokraczny system walki.

 

Bitwy rozwiązane zostały w sposób zręcznościowy – lewym klawiszem myszy uderzamy, prawym blokujemy. W teorii być może nie brzmi to tak źle, jednak po pierwszych paru potyczkach potrafi solidnie zirytować. Jak wspominałem, na początku zabić nas może nawet tandem szczurów, a zanim się przyzwyczaimy do sterowania to zdążymy dostać szczękościsku ze złości, marnując przy okazji trochę czasu na zapisywanie i wczytywanie stanu gry. Da się w wojaczce w Risen wprawić, system ten jest jak najbardziej do ogarnięcia i opanowania, tyle tylko, że w moim przekonaniu walki są i tak zbyt uporczywe oraz nie dają za bardzo satysfakcji. Mam na myśli tę radość, jaka towarzyszyła przykładowo pokrojeniu kogoś na kawałki w Wiedźminie. A jednak Piranha Bytes zmuszają nas do zbrojnych konfrontacji często z o wiele silniejszymi i lepiej wyposażonymi przeciwnikami...

 
 
 
 
 
 
 
Gość Autor komentarza (gość)   14.12.2009 18:05
niezła gra dla fanów gothicka
 
 
 
 
 
  
  
INFORMACJE OGÓLNE
Tytuł
 
Tytuł oryginalny
 
Kategoria
RPG
 
Platformy
PC, X360
 
 
INFORMACJE RYNKOWE
Producent
 
Wydawca
 
Wydawca PL
 
Premiery
USA
02.10.09
EUR
02.10.09
JAP
-
PL
-
 
PEGI