Operation Flashpoint 2: Dragon Rising
Prywatnie, po świetnej Armie II miałem na Operation Flashpoint 2 spory apetyt - marka wszak zobowiązuje. Spodziewałem się symulacji wojennej z dopracowaną grafiką, świetnym modelem balistycznym, dużym dostępem do uzbrojenia oraz przede wszystkim emocji, które towarzyszyły Cold War Crisis. Te ostatnie są tu obecne, reszta jest już kwestią dyskusyjną... Z pewnością kontynuacja nie dorównuje swojej słynnej poprzedniczce, co nie znaczy, że jest to tytuł zły. Stanowi produkcję udaną, wciągającą i całkiem przyjemną, tyle tylko, że jako następca legendy zwyczajnie rozczarowuje. To gra za łatwa i zbyt uproszczona, aby pretendować do miana „symulatora”, lecz również za trudna dla masowych pożeraczy współczesnych FPS-ów. Cóż, o tym wszystkim później niemniej - zacznijmy może od najistotniejszej kwestii, czyli grywalności.
Bawić się możemy zarówno w pojedynkę, w trybie kampanii (warto zaznaczyć, iż przewidziano tu opcję rozgrywki w kooperacji, dzięki której zestaw misji dla samotnego gracza nabiera nowego posmaku), jak też z kolegami po multi. Akcja dzieje się na fikcyjnej wyspie Skira usytuowanej gdzieś w okolicach Chin, Rosji i Japonii, a co ciekawe, została ona luźno oparta na rzeczywiście istniejącej wysepce Kiska. Rzeczony atol jest teatrem działań wojennych między Rosją a Chinami, temat przewodni zaś stanowi nowoodkryte złoże ropy naftowej. W sposób przystępny, dokładną analizę sytuacji przedstawia nam bardzo fajnie zrealizowane intro. Oczywiście do tego całego ambarasu wokół ropy postanawia się dołączyć także rząd USA. Stany wysyłają na miejsce swoich dzielnych chłopców, by pomóc w „ustabilizowaniu” sytuacji. Historia toczyć się będzie przez szereg misji, od cichych zwiadów i dywersje, po głośne strzelaniny.






