Off-Road Drive: Rajdy Bezdroży
Produkcja oferuje nabywcy ponad czterdzieści tras, które można przejechać w dwudziestu samochodach - na początku mamy dostępny tylko jeden, zaś następne odblokowujemy wraz z postępami. Podobnie z torami, rozrzuconymi po całym świecie – od USA, przez Rosję, do Tajlandii. W trakcie kampanii prowadzimy karierę zawodowego kierowcy i niestety jest to jedyny dostępny tryb rozgrywki dla pojedynczego użytkownika. Nie wiadomo czemu twórcy zdecydowali się na taki krok, bo po uruchomieniu tytułu, gdy aż korci, by z miejsca sprawdzić się na torze, musimy przechodzić prosto do żmudnego samouczka. Acz mniej wprawni gracze pewnie ujrzą w szkółce zaletę, ponieważ mamy do czynienia z naprawdę zaawansowaną pozycją, gdzie absolutną podstawą jest przyswojenie sobie skomplikowanych zasad sterowania potworami z napędem na cztery koła.
Wysoce zróżnicowany teren wymaga od nas między innymi blokowania dyferencjału, manipulowania napędem kół, zmniejszania i zwiększania ciśnienia oraz sprawnej obsługi wyciągarki. Nie są to bynajmniej ozdobniki dla fanatyków wyścigów typu off-road - trasa jest praktycznie nie do ukończenia, jeśli nie będziemy władali mechaniką samochodu z odpowiednim refleksem. Czeka nas błoto po pas, torowanie drogi przez kamienie czy powalone drzewa, ślizganie się po pustynnym piasku, a także wiele innych „brudnych” atrakcji - twórcy zadbali, żebyśmy się nie nudzili. Cały czas trzymamy rękę na pulsie, dostosowując wóz do danej nawierzchni. Pewne ułatwienie stanowią ikonki ze wskazówkami, co nas czeka za najbliższe kilka metrów, nie zdecydowano się jednak na wprowadzenie poziomów trudności, nad czym wypada ubolewać. Mimo porządnego samouczka, wielu komputerowców będzie miało problemy z okiełznaniem potężnych pojazdów.
Ci, którym się to jednak uda, mogą skupić się na karierze rajdowca. Gromadzimy podczas niej zestawy punktów, odblokowujące kolejne auta. Trafiają one do garażu, będącego pewną atrakcją w grze - szczególnie dla znawców tematu. Przeprowadzimy tutaj tak kosmetyczne zmiany, typu naniesienia nowego lakieru, jak również weźmiemy się za konkretniejsze „odpicowywanie” samochodu. Co prawda byłem w stanie ukończyć większość wyścigów bez dłubania pod maską, aczkolwiek "fachowcom" majsterkowanie przy silniku czy zawieszeniu zapewne tylko ułatwi zabawę. Nie wspominając już o tym, iż będzie to frajda sama w sobie. Nieco szkoda, że twórcy nie poszli za ciosem i nie rozbudowali warsztatu jeszcze bardziej. Można było także wprowadzić więcej opcji modyfikowania wizualnego, dać wolną rękę przy zmianie reflektorów, albo naklejek. Tego brakuje.






