Ignite
Jakiejkolwiek fabuły tu brak, toteż po wczytaniu gry przechodzimy od razu na tor. Najpierw samouczek - co prawda króciutki oraz ubogi, ale w pełni wystarcza. Logika Ignite opiera się na gromadzeniu jak największej ilości punktów za przejazdy. Zwycięzcą rajdu nie jest pierwszy zawodnik na mecie, lecz ten, który przebył trasę najbardziej efektownie. Rzecz jasna kolejność ukończenia wyścigu również przekłada się na punkty, lecz gdy nabędziemy wprawy możemy mieć najgorszy czas, zaś mimo to przodować w ogólnym rozrachunku. Wpływa na taki stan rzeczy szereg kluczowych czynników, a wśród nich drift, draft (poruszanie się za przeciwnikiem, utrzymując stałą szybkość), prędkość jazdy, plus uderzanie w ustawione na asfalcie słupki. Dochodzi do tego seria bonusów, typu podwójna punktacja za rozbicie podświetlonych przeszkód lub ładny ślizg z użyciem nitro.
No dobrze, a gdzie tu element taktyczny? W decyzji, w jaki sposób zamierzamy wygrać. Skupić się na drifcie, nabijać poziom dopalacza, by najszybciej znaleźć się na mecie czy pozostać w tyle, żeby spokojnie sunąć w tunelu aerodynamicznym za rywalami? Strategia obejmuje też wybór odpowiedniego samochodu pod wyzwanie. Produkcja oferuje użytkownikom w sumie 35 tras oraz 15 aut. Liczby niezbyt imponujące, niemniej każdy pojazd charakteryzuje się pięcioma różnymi konfiguracjami, które dają dodatkowe korzyści podczas wyścigu - może to być na przykład dziesięć procent więcej punktów za rozwalanie elementów otoczenia, tudzież efektywniejsze wchodzenie w zakręty na ręcznym. Trzeba przy okazji przyznać, że da się odczuć zróżnicowanie w kierowaniu innymi furkami, za co plus.
W ramach urozmaicenia, węgierska produkcja wprowadza ponadto ujemny system punktacji. Za każdym razem, kiedy wypadniemy z toru, przeciwnik siedzi nam na ogonie, a nawet gdy zostaniemy prześcignięci, spada nam ocena. Wbrew pierwszemu wrażeniu, zabawa wymaga więc ciągłej uwagi i kombinowania. Często prowadzimy niemal do końca, by nagle przez kilka głupich błędów przegrać - dodajmy, że zazwyczaj dzieje się tak z własnej winy, bowiem przeciwnicy do zbyt inteligentnych nie należą. Nie reagują gdy spychamy ich na bok, często bezsensownie tracą wypracowaną przewagę. Nieprzemyślane jest wyraźnie zachowanie SI w czasie wyścigów w trybie Nokaut, gdzie z każdym okrążeniem ktoś odpada - nie ma tu stałych liderów, stąd zaś nagminnie zdarza się, że najgroźniejszy rywal jest eliminowany na drugim z czterech okrążeń. Pozostali nie mają z nami żadnych szans, więc jedziemy przed siebie bez większej motywacji.






