Hydrophobia Prophecy
Akcja toczy się w 2051 roku. Po katastrofie klimatycznej większość lądu została pochłonięta przez oceany. Zabrakło miejsca na suchej powierzchni, więc niedobitki zamieszkują monstrualne statki-miasta, gdzie w miarę normalne egzystują. Na jednym z nich działa główna bohaterka, a zarazem pracownica organizacji NanoCell Corporation, próbującej ponownie użyźnić ziemię za pomocą nanotechnologii. Inne plany mają natomiast Maltuzjanie, znana grupa terrorystyczna. Dokonują oni ataku na pływającą platformę, gdyż uważają, że ludzi trzeba unicestwić, a nie umilać im życie. Naszym głównym celem staje się wydostanie z tonącego wraku, co nie jest łatwe. Większość zautomatyzowanych pokładów została zalana i zwyczajnie nie działa, a poza tym wszędzie krążą patrole agresorów. Na szczęście bohaterka to połączenie Faith Connors z Mirror’s Edge z Alyx Vance z Half-Life 2 (a pewnie znalazłoby się i coś z Lary Croft) - nie dość, że świetnie się wspina, tak jeszcze dodatkowo jest ekspertką w zakresie elektroniki.
Choć wątek przewodni nie należy do zbytnio wyszukanych, z czasem twórcy serwują nam coraz większe porcje politycznego thrillera, więc robi się znacznie ciekawiej. Kluczowym zadaniem pozostaje jednak przetrwanie. Pomaga nam w tym głos w słuchawce, należący do naszego kumpla, który utknął w centrum dowodzenia i mając dostęp do kamer udziela cennych wskazówek. Co jakiś czas wtrąca też całkiem niewybredne żarty czy osobiste opowieści – tak dla odmiany. Ogólnie, postać tajemniczego towarzysza została skonstruowana bardzo dobrze. Szybko zaczynamy go lubić oraz wyczekujemy na kolejne instrukcje. Z przydatnych narzędzi nieodzowne okazuje się urządzenie hakerskie o nazwie Mavi. Dzięki niemu możemy odczytywać ukryte na ścianach kody, a także łamać zabezpieczenia systemów. To drugie przedstawiono całkiem oryginalnie – na ekranie pulsuje fala akustyczna i trzeba za pomocą ruchów myszki dopasować do niej kolejną.
Przez cały czas towarzyszy nam woda, do tego w takich ilościach, że po ukończeniu gry rzeczywiście łatwo nabyć tytułowa fobię… Silnik fizyczny sprawuje się nienagannie, gracz z podziwem obserwuje, jak pod ciśnieniem uginają się ściany, czy po otworzeniu drzwi z jednego do drugiego pomieszczenia przelewają potężne fale. Świetnie opracowano również pływanie (z nurkowaniem, wynurzaniem, tudzież przyspieszaniem) oraz oporne poruszanie się w zalanych do jakiegoś poziomu halach. Na wysokim poziomie stoi grafika, zarówno w czasie rozgrywki, jak też licznych scenek przerywnikowych. Strzały, odbicia, wybuchy należą do lepszych na rynku. Dobrze wypadają głosy postaci czy złowrogi szum cieczy w ruchu. Klaustrofobiczny klimat udziela się od początku do końca – po części porównywalny jest nawet do BioShocka.






