Garshasp
Mityczny Garshap ma oto za zadanie bronić świat przed inwazją sił ciemności. Te nawiedziły ludzi po tym, jak uwięziony demon Azhi-Dahaka (taki azjatycki Sauron) wezwał dowódców swoich dawnych wojsk do powstania. Jeden z nich - potężny Hitasp, najeżdża wioskę naszego zabijaki, mordując przy okazji jego brata. Oczywiście z miejsca mamy deklarację krwawej zemsty, a potem powolną drogę do ludowej sławy. Jak widać, scenariusz jest od samego początku na wskroś „zachodni” i później nigdzie nie ulega to zmianie. Deweloperzy, wbrew swoim zapewnieniom, poszli na przysłowiową łatwiznę, kopiując w prostej linii styl od grona bardziej doświadczonych kolegów. Szkoda, bo interesująca fabuła mogła być przeciwwagą dla przeciętnego wykonania, do tego z masą błędów.
Spotykamy się z nimi już w premierowej misji, przyzwyczajając się do sterowania, które wypada wyjątkowo niewygodnie - stąd minie trochę czasu, zanim się do niego przyzwyczaimy. Postać obserwujemy teoretycznie zza pleców, lecz kamera zachowuje się zazwyczaj jak chce i zdecydowanie zbyt często następuje automatycznie przełączenie jej na inny punkt widzenia, przez co zwyczajnie tracimy orientację. Przeszkadza to bardzo również w trakcie walk – stojących akurat na całkiem przyzwoitym poziomie. Standardowo mamy do wykorzystania dwa rodzaje ataku, unik plus blok. Z kolejnymi starciami bohater się rozwija, zyskując nowe umiejętności, co przekłada się na świeży wachlarz ciosów specjalnych, jak też kombosy - możliwe do wykonania, kiedy uzyskamy odpowiedni poziom energii.
Poza w miarę ciekawymi bitkami, Garshasp niestety nie oferuje odbiorcy praktycznie nic więcej w miarę fajnego. Rozmowy z innymi postaciami pojawiają się od czasu do czasu w filmikach przerywnikowych, więc zapomnijcie o opcjach dialogowych do wyboru. Nie mamy większego panowania nad grową „materią” - chaotyczna kamera kieruje nas tam, gdzie musimy iść, a stąd nie uświadczycie także żadnego odkrywania tajnych miejsc, szukania skarbów czy tym podobnych urozmaiceń. Miejscami pojawiają się próby przerwania monotonii, typu odpowiednie ustawianie kilku dźwigni, żeby otworzyć wrota, lecz są to elementy do bólu powtarzalne, nie mówiąc o tym, iż banalnie proste. Wątpliwą atrakcją jest też system ślizgania się po ścianach, polegający na wbijaniu miecza w mur oraz zjeżdżaniu slalomem na dół, czasem przy spadających z góry przeszkodach.






