Football Manager 2010
Od jakiegoś czasu (czego zresztą nikt nie ukrywał) Football Manager jest projektowany tak, by stał się grą dla nieco szerszej publiczności - co w przypadku pozycji, która słynie z realizmu i głębi sprawą prostą nie jest. Najpierw mieliśmy podpowiedzi podczas ekranów ładowania, potem pojawił się tutorial (czyli samouczek) w postaci czegoś na kształt Pana Spinacza z Worda, aczkolwiek mniej irytującego. W tym roku postawiono na nowy projekt interfejsu oraz na wprowadzenie narzędzi ułatwiających korzystanie z tych elementów gry, których przyswojenie zawsze nastręczało kłopotów.
Jeśli chodzi o świeży układ sterowania, to uważam, że zapowiedzi Milesa Jacobsona, jednego z dyrektorów projektu, spełniły się w stu procentach. Starzy wyjadacze wpierw ponarzekają, iż wszystko jest nie na swoim miejscu, by po paru godzinach dojść jednak do wniosku, że jest dużo lepiej w stosunku do poprzednich odsłon. Nowi użytkownicy mieli zakochać się i wciągnąć od razu - tak się też stało, co da się to wywnioskować z opinii na serwisach oraz forach poświęconych tematowi managerów piłkarskich. Fakt, że nowy „layout” odrobinkę przypomina ten znany z FIFA Manager niektórzy złożą na karb przypadku, a inni, czyli prawdopodobnie w zdecydowanej większości miłośnicy produkcji EA, będą tę kwestię wypominać producentom. Ja bym się skłaniał ku tej pierwszej możliwości - Sports Interactive to w końcu starzy wyjadacze i wiedzą co jest grane.
Co się tyczy drugiej grupy usprawnień, deweloper naprawdę stanął w tym roku na wysokości zadania, oddając do rąk miłośnikom wirtualnego zarządzania klubem piłkarskim szeroki zestaw narzędzi do analizy meczu i podpowiadania naszemu wirtualnemu menedżerskiemu alter ego. Sztab szkoleniowy jest w tej edycji wszechobecny i ma swoją opinię na każdy temat, począwszy od tego, który zawodnik wymaga jakiego treningu, a skończywszy na tym, czy w następnym spotkaniu powinniśmy zmienić ustawienie na głęboko rozstawioną defensywę i uważać w trzecim kwadransie rozgrywki, bo przeciwnik właśnie wtedy może zacząć strzelać nam bramki. Ilość informacji podawanych w ten sposób jest porażająca, a jednocześnie przedstawiona w sposób łatwy do przyswojenia. Każdy może wyciągnąć z tego ile chce – dać się prowadzić za rączkę, opierać swoje autonomiczne decyzje na opinii trenerów lub po prostu mieć ich podpowiedzi w głębokim poważaniu. Wprowadzono (wreszcie!) narzędzie do analizy pomeczowej, dzięki któremu da się prześledzić każde podanie, strzał, wślizg, przejęcie, główkę... i tak dalej. Jest to przydatny i dobry dodatek, ale dużo mniej rozwinięty niż ProZone z Championship Managera.






