F.E.A.R. 2: Project Origin
Powiem to od razu i bez ogródek – nie byłem w stanie pojąć zachwytów nad F.E.A.R.. Ot, dobrze rokująca, ale rozczarowująco monotonna strzelanka, rozgrywającą się w biurowcu, gdzie wszystkie piętra są identyczne, a dla której jedynym ratunkiem była znakomita sztuczna inteligencja przeciwników. Potrafili oni flankować, osłaniać się, chodzić grupami i generalnie nieźle utrudniać graczowi życie. Co jak co, ale drugim Half-Life to ona nie była niestety, choćby nie wiem jak Sierra się starała. Project Origin również do tego zaszczytnego tytułu pretendować nie może, co nie zmienia jednak faktu, iż jest to gra zwyczajnie lepsza od swojej poprzedniczki, pomimo braku zmian w stylu prowadzenia rozgrywki - można jedynie mówić o usprawnieniach i pozbyciu się przeogromnych pokładów nudy.
Pamiętacie dwa dodatki do F.E.A.R., czyli Extraction Point i Perseus Mandate? Jeśli tak to możecie o nich teraz zapomnieć, ludzie z Monolith bowiem uznali, że tylko oni mogą pociągnąć tę historię dalej. W Project Origin akcja zaczyna się pół godziny przed zakończeniem pierwszej odsłony. Tym razem nie wcielamy się w anonimowego członka tytułowego oddziału do walki ze zjawiskami paranormalnymi. Nazywamy się Michael Becket i jesteśmy częścią elitarnego Delta Force wysłanego do korporacji Armacham celem zaprowadzenia porządku. Nieprzygotowani na to, co nas czeka, ruszamy jak te barany na rzeź. Nic szczególnie odkrywczego, jednak swoją rolę ten zabieg spełnia - nie ma przynudzania, jesteśmy od razu wrzucani w kocioł wydarzeń. Tylko jeśli ktoś nie zna ich z „jedynki” to może się poczuć nieco zagubiony. Niby są różne dane na temat przeszłości porozrzucane po poziomach, ale nie każdemu się będzie chciało ich szukać i do tego czytać. Z odsieczą przyszedł na szczęście rodzimy wydawca CD Projekt, dołączając do pudełkowej wersji gry przewodnik po jej świecie. Brawo.
Samą zmianę na stanowisku protagonisty jestem w stanie zrozumieć – Monolith w momencie rozpoczynania prac nad tym tytułem nie posiadało praw do nazwy F.E.A.R.. Jednak poza innym głównym bohaterem reszta to prawie to samo. Styl prowadzenia gry jest identyczny jak poprzednio. Musimy oto ukończyć szereg misji, w których walczyć będziemy z oddziałami żołnierzy, czy to ze zwykłymi ludźmi, czy to tymi ze sklonowanych sił Repliki – sterowanych telepatycznie, pierwotnie planowanych jako armia superżołnierzy. Do dyspozycji oddano nam ponownie opcję zwalniania czasu, czego nie używałem aż tak często jak w pierwowzorze. Pojawiają się także znowu sugestywne wizje, chociaż o wiele lepiej wykonanie niż w poprzedniczce. Tak, jeśli ktoś ją zna, przeszedł ją jak ja, to zdecydowanie poczuje lekkie deja vu. Nic się nie zmieniło w całej formule, jedynie ją nieźle ulepszono. Wszystko dzieje się szybciej, nawet te straszące momenty z Almą (dziewczynką z okładki) w roli głównej są bardziej sugestywne i wyraziste niż dotąd.
A jeśli chodzi o porównanie FEAR do FEAR2:PO - powiem szczerze że przeczytałem już trochę recenzji na różnych portalach - ale mimo wszystko zdania sobie nie wyrobiłem nawet po przeczytaniu twojej. Monolith chciał zrobić grę inną i zrobił - nastawioną na graczy którzy mogą zaczynać przygodę z FEAR dopiero, niemniej jednak - jako fan FEAR+EXP nie mam zdania na temat Project Origin i pewnie jeszcze przez jakiś czas się nie zdecyduję po niego sięgnąć na półce sklepowiej...
Tryb Multiplayer jest na razie bardzo niedopracowany - brak aplikacji serwera dedykowanego zarówno pod systemy Windows jak i Linux sprawia że sesję trzeba hostować samemu. Kolejny aspekt - brak "antyczita" - to w dzisiejszych czasach = śmierć gry online... trochę przykre bo naprawdę by szkoda było, ale mam nadzieję że coś z tym zrobią...
a btw. sprawdziłem - metro było w pierwszym dodatku.
Ile to w końcu można łazić w kółko po tych samych korytarzach, żeby choć można było w gruz obrócić też nie, interakcja z otoczeniem też nikła.
Wybaczcie zwolennicy tego tytułu, ale taka jest moja opinia o całej tej seri
faktycznie, był parking podziemny. no i co z tego, że był, skoro był... raczej mało wyróżniający się? chodziło raczej o to, że FEAR 1 jechał na tym samym patencie przez całe 12 godzin i to się nudziło po pewnym czasie. w FEAR 2 jest mniejsze jechanie po monotonii. nie zmienia dla mnie to nic, że były w jedynce też magazyny, skoro były one kubek w kubek identyczne i nużące.
Ktoś zapomniał o całkiem sporej oczyszczalni, magazynach, biurowcu, podziemiach, laboratoriach, genialnie rozwiązanym dwóm a w zasadzie trzem placom budowy, genialnym metrze z podstawki, wspaniałym parkingu podziemnym.
Autor w życiu chyba w FEAR-a nie grał i go tylko z witryny sklepowej podziwiał ....
Procesor: 2,8GHz Intel Pentium 4 lub odpowiednik
Pamięć: 1 GB RAM
Dysk: brak danych
Napęd DVD: brak danych
Karta dźwiękowa: zgodna z DirectX 9.0
Karta graficzna: minimum 256 MB, zgodna z pixel shader 2.0
DirectX: 9.0c






