Dead Space
Produkcja reprezentuje popularny, szczególnie na konsolach, gatunek survival-horror i już od dawna zapowiadana była jako przełom. Jak to zazwyczaj bywa jednak - nie można w tym przypadku ostatecznie mówić o żadnej rewolucji, choć Dead Space niewątpliwie dostarcza kilku godzin przyjemnej, klimatycznej rozrywki. Plus kilka tzw. baboli, o których nieco później. Całość rozpoczyna się klasycznie – statek wydobywczy wysłany na odległą planetę Aegis 7 odnajduje pewien artefakt (zwany dalej „Znakiem”), po czym centrala traci kontakt z załogą. Każdy, kto miał styczność z którąkolwiek częścią Obcego lub czytał literaturę w podobnym tonie wie, że oczywiście nie oznacza to nic dobrego. Na miejsce wysłany zostaje statek naprawczy z niejakim Isaakiem Clarke'iem (nazwany zapewne ku czci Asimova i Clarke'a), inżynierem z wykształcenia zajmującym się reperowaniem tego rodzaju pojazdów. Towarzyszą mu sierżant Hammond oraz Kendra Daniels.
Co ciekawe, na pokładzie wymarłego (choć to nie znaczy, że nikogo nie przyjdzie nam spotkać) kosmicznego „globołamacza” przebywała niejaka Nicole, czyli eks-dziewczyna naszego bohatera. Jako Isaac będziemy nie tylko w wolnej chwili jej szukać, lecz przede wszystkim musimy przeżyć na ogromnej USG Ishimurze opanowanej przez złowrogą formę życia, by ostatecznie naturalnie odkryć jak doszło do całego zamieszania. Ubrani w specjalny kombinezon ruszamy na miejsce zdarzenia, niepewni co do przyszłości oraz nieprzygotowani na to, co faktycznie będzie się działo. Brzmi bardzo typowo, nieprawdaż? Tajemniczy artefakt, nadmierna ludzka ciekawość, wirus mutujący ludzi w potwory... Pierwotnie zbyt przekonany do fabuły nie byłem, aczkolwiek w praktyce jest ona jednak głównym czynnikiem, dzięki któremu z czystej ciekawości co będzie dalej nie chce się odejść od monitora. Czym jest ów tajemniczy Znak, dlaczego załoga doznała przemiany, czy odnajdziemy ukochaną oraz co w ogóle knują Kendra i Hammond - to jedne z podstawowych pytań kłębiących się w umyśle gracza.
Pierwsza rzecz, która zaskakuje w tej grze, to brak jakichkolwiek „sztucznych” wskaźników na ekranie, tzn. liczników ilości zdrowia i innej maści cyferek z parametrami postaci widniejących zazwyczaj w rogach ekranu. Zastąpione one zostały przez projekcje bezpośrednio na kombinezonie bohatera, lub też obok niego. Poziom życia oraz energii są reprezentowane poprzez paski na plecach, zaś liczba amunicji wyświetlana nad bronią w trakcie celowania. Z początku trudno przywyknąć do tego patentu, docenia się go jednak po jakimś czasie. Interfejs jest bowiem po prostu przejrzysty. W przypadku różnych przełączników czy terminali, wszystkie napisy w grze pojawiają się klimatycznie na holografach. Kamera ukazująca akcję zamontowana została za postacią, która widnieje zawsze po lewej stronie ekranu - dla mnie akurat było to nieco uporczywe, gdyż ograniczało widoczność właśnie z tej strony. Sterowanie nie do końca wypada precyzyjne, obrót kamery wokół osi jest bowiem zbyt wolny, co potrafi zirytować. Ponadto, być może na konsolach inaczej się tego zrobić nie dało, ale w grze pod PC taki ekwipunek obsługiwałoby się wygodniej myszą niż klawiszami kierunków, Enterem i literkami E i F. Zwłaszcza, że przy wchodzeniu do ekranu wyposażenia nie załącza się pauza, a często jak spod ziemi wyrastają groźni przeciwnicy.
ja jestem za klawiatura i myszka~!
recenzja ekstra (pozyczy ktos glosniki 5.1 ??
1. Do sterowania da się najnormalniej w świecie przyzwyczaić i to w takim stopniu, że w ogóle nie zwraca się na ten element uwagi. Fakt - zajmuje to z połowę gry, ale potem zupełnie nie dostrzega się sterowania jako wady. Co więcej, nie uważa się tej połowy za straconą.
2. Nie wspomniano w recenzji o najważniejszej wadzie tej gry, mianowicie o tym co dzieje się z martwymi ciałami. Jak tylko ubijesz nekromorfa, to automatycznie traci on wagę. Jeżeli takie ciało znajdzie się na ścieżce naszego protagonisty to nie zwalniając przeciągnie on je przez pół pomieszczenia jakby było z waty a nie mięsa. Z drugiej strony dodaje to nieco klimatu, bo zaplątanie się w takie ścierwo i przeciągnięcie go paru metrów bywa obrzydzające (tak pół żartem, pół serio). Z większością przedmiotów jest podobnie - nie mają wagi i latają jak kartonowe pudełka(w warunkach grawitacji, żeby nie było). Jak dla mnie jedyna znacząca wada tej gry.
3. A Propos grawitacji, a właściwie jej braku to sprawa ma się wyśmienicie. Zachowanie przedmiotów w warunkach zerowej grawitacji jest wprost zachwycające i jeszcze nigdy czegoś takiego w grach nie widziałem i obstawiam, że Wy też. W recenzji zostało to pominięte, a to duży plus Dead Space'a.
4. Uznanie braku multi, albo co-op jako wadę? No offence, ignus, ale opamiętaj się. Multi w survival horrorze? Aż tak innowacyjne EA nie jest... A co-op? Nie sądzisz, że zepsułby całkowicie klimat izolacji i napięcia?
Faktycznie - w gry fpp lepiej gra się padem, czemu ? Bo efektywność celowania jest dużo
wyższa niż na zwykłej myszce, a pad do 360' robi swoje. Ewentualnie wchodzi w grę mysz z odważnikiem, ale to już inna bajka
Spotykałem się tu i tam z ludźmi, który twierdzili, że na padzie gra się lepiej w fpp niż myszą. Przy czym mówiąc "lepiej", mieli na myśli m.in. "skuteczniej". Pogląd tak niedorzeczny, że jako qłejkowiec-emeryt zwykle rezygnowałem z dyskusji;)
Na razie gra powedrowala na polke i jak EA postanowi wydac patcha poprawiajacego obsluge to do niej wroce.
Po pierwsze dźwięk 5.1CH - po prostu zabija,
po drugie grafika nadaje fajny industrialowo-cybernetyczny klimacik...
Tylko zastanawia mnie jak w serwisie jest naliczana ocena końcowa?
...bo mi wychodzi 8.83 ;P
A do tego fajnie spisuje sie padzik microsoftu ala xbox360







