Darksiders: Wrath of War
Darksiders w większości wypadków przynajmniej ogranicza się w zapożyczeniach do samej mechaniki, serwując w tle dosyć ciekawą historyjkę. Scenarzyści stwierdzili, że rozsądnie byłoby sięgnąć po odwieczną walkę Nieba z Piekłem, w której to żadna ze stron nie potrafiła rozstrzygnąć sprawy przez mijające eony. Każda poważniejsza sprzeczka nie może jednak obyć się bez kompetentnego arbitra, będącego w tym przypadku Radą Spopielonych – siłą władającą czterema Jeźdźcami Apokalipsy, dopóty trzymającymi za gardła rozszalałe anioły i demony, dopóki nie zostanie złamane siedem magicznych pieczęci. Acz do odwiecznego sporu z czasem dołączył kolejny element w postaci Królestwa Ludzi, uznany za kluczowego uczestnika wiekowej walki o dominację. Naturalnie raczkujący śmiertelnicy nie daliby rady przeciwko potężnym armiom, stąd też konieczność odwleczenia Dnia Sądu do momentu, gdy człowiek osiągnie gotowość do ostatecznej batalii. Niestety w miłości i na wojnie wszelkie chwyty są dozwolone, stąd też pradawne zawieszenie broni nie mogło spokojnie dotrwać do końca...
Nieprzepisowe zerwanie starego jak wszechświat paktu uderza do świadomości współczesnego Jana Kowalskiego z siłą spadających z nieba ognistych meteorytów i rozstępującej się ziemi - czyli w formie książkowego Armageddonu. W sam środek tej gigantycznej burdy trafia Wojna, jeden z Jeźdźców Apokalipsy, mający zstąpić do naszego świata, kiedy tylko ostatnia pieczęć ulegnie zniszczeniu. Jak łatwo się domyślić, nigdy do tej drobnej formalności nie doszło, czego efektem jest nie tylko posądzenie Wojny o niezręczny falstart, ale także całkowitą eksterminację gatunku ludzkiego. Bohater cudem unikając śmierci trafia przed Radę Spopielonych, gotową z własnej ręki ukrócić jego byt. Jednak wbrew zaistniałym okolicznościom, "szefostwo" jest skore dać mu ostatnią szansę, aby oczyścić imię oraz odnaleźć rzekomego prawdziwego sprawcę zachwiania pradawnej równowagi. Coby dopilnować lojalności Jeźdźcy, przydziela się postaci lekko szujowatego Obserwatora, zdolnego w mgnieniu oka uśmiercić go przy najmniejszej oznace nieposłuszeństwa. "Wesoły" duet trafia tak w oddaloną o sto lat przyszłość, żeby sprowadzić jesień średniowieczna na cztery litery cwaniaczka, który namieszał w najstarszym ze znanych grafików.









