Darkest of Days
1876 rok, Little Bighorn. Jesteśmy jednym z wielu żołnierzy biorących udział w historycznym starciu ze zbuntowanymi Indianami. Wróg na zdecydowaną przewagę liczebną, dokonuje szybkich manewrów, w końcu rozbija amerykańskie wojska i okrąża grupę niedobitków, a w tym nas. Amunicja jest na wykończeniu. Dostajemy strzałą, czekamy na śmierć... Zamiast tego nagle pojawia się kula światła. Z niej wychodzi jakiś demon w grubym białym obraniu, z zasłoniętą twarzą i wciąga nas do środka. Znajdujemy się w dalekiej przyszłości, w biurze futurystycznej organizacji KronoteK, stojącej na straży czasu minionego – bo wielu chciałoby zmienić przeszłość. Tak się składa, że w epoce, z której pochodzimy, zagubiono nasze papiery, więc teoretycznie nigdy nie istnieliśmy. Świetny materiał na tajnego agenta do podróży w czasie! Albo odeślą nas do miejsca i chwili, gdy nas zabrali…
Tak właśnie zaczyna się Darkest of Days. W grze weźmiemy udział w kluczowych dla naszej cywilizacji wydarzeniach. Niestety, mimo szumnych zapowiedzi, jest ich tylko pięć, zaś dobór budzi wiele pytań: bitwa o Little Bighorn, pod Antietam, Tannebergiem, bunt w niemieckim obozie dla jeńców podczas II Wojny Światowej i na końcu walka o przetrwanie dnia erupcji Wezuwiusza na Pompejach – o co chodzi? Otóż ktoś zaczął bawić się z przeszłością i dokonywać niebezpiecznych zmian, stąd gracz wraz z innymi agentami musi go powstrzymać. Na każdy okres przypada szereg misji, w różnych jego etapach, i choć to na nich się skupiamy, nie zabraknie uczestnictwa w otwartych widowiskowych starciach. Na polu bitwy może jednocześnie przebywać kilka setek jednostek – przy ukazaniu akcji z perspektywy pierwszej osoby to naprawdę dużo. Rajdy na wroga, obrona kluczowych pozycji czy walka bezpośrednia robią spore wrażenie. Do wad należy przypisać fakt, że wykonywanie misji w praktyce polega na bieganiu od punktu A do punktu B, wyświetlanych na mapie. Choć teren jest rozległy, nie ma żadnej możliwości odstąpienia od ściśle określonego scenariusza.
Po przejściu treningu, każdą misję zaczynamy z biura KronoteKu, gdzie wybieramy odblokowane momenty – dostępne są dwie alternatywy z różnych epok. Po ukończonym zadaniu wracamy do centrum dowodzenia, by wysłuchać przemowy tak zwanej „Matki”, czyli tajemniczej kobiety, komentującej nasze postępy, a przy okazji odsłaniającej kolejne tajemnice fabuły. Jeśli ktoś zacznie się nudzić, to podczas „wykładu” da się przejść do ekranu usprawniania broni – w czasie gry zdobywamy punkty, które przydzielamy różnym właściwościom uzbrojenia, takim jak celność czy szybkość strzału. Niestety ten dobry pomysł został ograniczony jedynie do strzelby oraz pistoletu.






