Command & Conquer: Red Alert 3
Fabuła gry obraca się wokół podróży w czasie. Oto Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich chyli się ku upadkowi. Rozszarpywany przez wrogów zewnętrznych, jak i wewnętrznych, nie ma szans na przetrwanie kolejnego dnia. Sowieci decydują się na desperacki krok - postanawiają wykorzystać niedokończony jeszcze, niezwykle sekretny wynalazek, nad którym od jakiegoś czasu pracują naukowcy. Dzięki niemu cofają się kilkanaście lat i... dezintegrują (dosłownie) twórcę alianckiej potęgi, Alberta Einsteina - zmieniając przy tym historię. Po powrocie okazuje się, że kraj jest w dobrym stanie, a pod jego butem jęczy już większa część Europy. Do armii najwyraźniej postanowiły wstąpić także legiony modelek, bo i średnia urody wśród wyrobniczek się zwiększyła. Szybko jednak okazuje się, iż ta nowa, alternatywna idylla ma swoją mroczniejszą stronę. Sowiecka ziemia zostaje zaatakowana przez Cesarstwo Wschodzącego Słońca, czyli nową wersję Japonii, która spokojnie przygotowywała się do wojny o panowanie nad światem, podczas gdy Ruscy i Alianci walczyli o panowanie na Starym Kontynencie.
Tak przedstawia się przepięknie wręcz niedorzeczna historia najnowszego Red Alerta. Tytuł godnie kroczy ścieżkami poprzedników jeśli chodzi o poczucie humoru, wyczucie absurdu, ale również klimat. Wszelkie zawirowania fabularne przedstawione są za pomocą filmików nakręconych z żywymi aktorami, w tle zaś możemy zobaczyć kiczowate dekoracje, bądź tła wygenerowane przez komputer - sam miód! Naturalnie wśród obsady nie mogło zabraknąć pięknych kobiet, których głównym zadaniem jest przedstawianie celów misji, wykrzykiwanie pełnym amatorskiego zaskoczenia głosem komunikatów o ataku i robienie groźnych min do kamery, dla efektu podkreślanych od czasu do czasu niedorzecznie dużym karabinem, albo nożem. Naprawdę oklaski należą się twórcom za podejście do tematu oraz zrealizowanie całego mnóstwa świetnych wstawek.
Kampania również jest niczego sobie, ale nie jest ona jak to zwykle bywa przeznaczona tylko dla pojedynczego gracza. Tak, tak - po raz pierwszy w historii strategii czasu rzeczywistego mamy możliwość rozegrania misji razem z kolegą, bądź ewentualnie i koleżanką. Wyszukujemy tylko w lobby odpowiednią osobę, po czym zapraszamy ją do wspólnego grania. Przechodzenie poszczególnych misji wraz z żywym przeciwnikiem dodaje niesamowitego smaku i tak już dynamicznemu tytułowi. Jeśli jednak nikt nie chce przyłączyć się do naszych zmagań, owszem, zawsze możemy kontynuować je sami - prawdziwego towarzysza zastąpi wtedy po prostu komputerowy generał. Pomysł tak zabójczo prosty i ciekawy, że aż zaczynamy się zastanawiać, dlaczego nikt na niego wcześniej nie wpadł.
Dźwięk - najlepszy w grach w jakie dotychczas grałem. Pięknie skomponowane. Dialogi też niczego sobie. Autor recenzji ma racje, akcent prezydenta Sowietów jest najlepszym jaki dotychczas słyszałem.
Zawieszanie się jednostek jest w niektórych momentach uciążliwe(szczególnie przy rozwalaniu pływającej fortecy Japońców), ale da się przeżyć. Wystarczy nie ustawiać pojazdów w pobliżu wąskich przesmyków, tam tylko się piechota zmieści.
Podsumowując: kicz rox!
Zdecydowanie odradzam !
Oceniam 4/10 było by wyżej gdyby nie grafika(przynajmniej +3 lub 4).







