Art of Murder: Karty Przeznaczenia
W serii Art of Murder wcielamy się w postać Nicole Bonnet, agentki FBI, dla której żadna, nawet najbardziej zawiła sprawa nie stanowi wyzwania. Całość jest zrealizowaną według klasycznych wzorców pozycją „point-and-click”. Za pomocą myszy sterujemy bohaterem, gromadzimy przedmioty, analizujemy i rozwiązujemy zagadki serwowane nam przez twórców, często wymagające używania kombinacji odpowiednich elementów. Do dyspozycji mamy również magiczne kieszenie o nieskończonej pojemności, zdolne przechowywać praktycznie wszystko, co można podnieść. Nie da się tutaj ani zginąć, ani popełnić krytycznych błędów, uniemożliwiających dalszą przygodę. Akcja rozgrywa się na statycznych tłach, po których poruszają się trójwymiarowo postacie. Zdecydowanie czuć "starą szkołę"...
W sekwencji otwierającej Karty Przeznaczenia pewna niewiasta zostaje zamordowana przez bliżej nieokreślonego sprawcę, zostawiającego zawsze na miejscu zbrodni wizytówkę w postaci karty do gry. Po tym mrożącym krew w żyłach wstępie pora na właściwą akcję - ta rozpoczyna się od powrotu Nicole z urlopu. Ledwo co zdążyła przyjechać do domu od rodziców, a już otrzymuje tajemniczą przesyłkę, w środku której znajdują się przedmioty tworzące swojego rodzaju łamigłówkę. Wszystko wskazuje na to, że klamoty te mają na celu naprowadzenie naszej agentki na wspomnianego wcześniej karcianego mordercę. Wkrótce potem okazuje się, iż ów dżentelmen obserwował Nicole od dawna, a w końcu postanowił rzucić jej wyzwanie. Przed popełnianiem zbrodni informuje o tym naszą bohaterkę - na swój pokręcony sposób rzecz jasna. Trop poprowadzi Nikki przez Nowy Jork, stan Maine (w którym to mieści się słynne więzienie Shawshank, popularni pisarze bywają potrącani przez samochody, a i podobno w kanałach pewnego miasta w tamtym regionie grasuje klaun dzieciobójca) oraz Luizjanę.
Zwiedzić nam przyjdzie wiele różnych miejsc, od opustoszałych kin i lunaparków, po biura czy elektrownie. Każdą z tych lokacji najeżono zagadkami o stopniu skomplikowania na poziomie łatwo-średnim. Ich rozwiązanie często sprowadza się do wybierania kolejno przedmiotów z ekwipunku (swoją drogą nie ma ich tu zbyt wiele) i "używania" ich na jakimś elemencie tła. Nie ma mowy o większym główkowaniu – tworzymy zazwyczaj oczywiste kombinacje, niekiedy tylko znajdując wyjście z problemu metodą prób oraz błędów (chociażby przeszukiwanie kilkudziesięciu krzesełek w ciemnym kinie). Nie uważam się za konesera tego typu produkcji, jednak mając w pamięci The Longest Journey albo starusieńkie Sam & Max Hit The Road, stwierdzam, że łamigłówkom z Kart Przeznaczenia brakuje większej finezji. Wolności się tu zbytniej też nie ma – dla przykładu, w jednym momencie nie da się otworzyć drzwi, dopóki nie znajdzie się czegoś na podłodze. Zabawa idzie po sznurku, a gra patrzy nam cały czas na ręce, czy o czymś przypadkiem nie zapomnieliśmy. Wyklucza to możliwość większego zacięcia się, przez co satysfakcja z rozgryzienia problemu nie jest tak duża, jakby być mogła.






