MadWorld
Jaką historię MadWorld będzie próbował sprzedać Graczom? Nietrudno się chyba domyślić, że raczej banalną. Wcielimy się w postać Jacka (nader oryginalne imię), który uczestniczy w programie Death Watch, gdzie to przeogromni siłacze konkurują ze sobą o najwyższą stawkę – życie. Kojarzy już ktoś taki film The Running Man? W każdym razie zwycięża ten, który przetrwa, co w naturalny sposób wszystkich martwych czyni przegranymi. Przedzierając się przez kolejne poziomy odkrywali będziemy coraz więcej szczegółów odnośnie faktów jak i dlaczego Jack wplątał się w cały ten bałagan. Fabularnego szału nie ma, ale każdy chyba rozumie, że w tego typu grach historia jest tylko tłem dla właściwej rozgrywki, czyli - w tym wypadku - zabijania. Przejdźmy więc do konkretów.
Głównym zadaniem Gracza, jak już napisałem wcześniej, jest przeżycie. Wiązać się to będzie z nieustanną walką z innymi osiłkami. Na porządku dziennym będzie przecinanie delikwentów w poprzek piłą łańcuchową, łamanie kręgosłupów, rozbijanie czaszek kijem baseballowym, czy robienie z wrogów sita za pomocą ogromnych ostrzy. Nie zabraknie też dekapitacji przy użyciu wielgachnego miecza. Lista dostępnych broni ma być długa - tylko twórcy gry od razu wyszli z założenia, że to może Graczom nie wystarczyć. Dlatego też dochodzi tutaj krwista interakcja z różnorakimi elementami otoczenia. I tak da się „nakarmić” złych typów znakiem drogowym, albo bez skrupułów wysłać przeciwnika wprost na spotkanie z nadjeżdżającym pociągiem, tudzież ogromną turbiną. Wydająca grę Sega zapewnia, że tytuł zaoferuje wiele interesujących sposobów na odbieranie życia i ciężko będzie się nudzić. Wierzymy.
Co ciekawe, im bardziej wyrafinowany, skomplikowany i ogólnie „soczysty” będzie sposób, w jaki rozprawimy się z przeciwnikami, tym więcej dostaniemy punktów. Te wymienia się głównie na nowe bronie, ale także pozwalają one brać udział w mini-grach, tzw. Blood Bath Challenges. Tu napotkamy raczej nietypowe wyzwania. Wyobraźcie sobie choćby ogromną tarczę, taką jak do rzucania lotkami, wpiszcie to w konwencję MadWorld i proszę – mamy zadanie, w którym wybijamy przeciwników kijem baseballowym w najlepiej punktowane miejsca. Słodko. Miłym przerywnikiem będą także takie sekcje, gdzie Gracz popędzi sobie na motorze. Oczywiście nie ma mowy o jałowej, bezproduktywnej jeździe - również podczas prucia jednośladem przyjdzie powalczyć. Przy okazji w rozgrywce nie zabraknie drobnych elementów platformowych, no i na swojej usłanej trupami drodze niejednokrotnie staniemy oko w oko z jakimś bossem – aczkolwiek o nich Sega nie mówi jeszcze nic konkretnego.







