Tatsunoko vs. Capcom: Ultimate All-Stars
"Kapkomowska" seria Versus sięga kilku generacji sprzętów wstecz i niektórzy uważają, że najciekawsze pomysły zostały już wykorzystane - ale twórcy mieli zupełnie inne zdanie. Wpierw mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni otrzymali konfrontację giganta branży rozrywki wideo z nie mniej popularną u siebie wytwórnią filmów animowanych Tatsunoko. To frywolne połączenie było jednym z powodów, dla których gra miała nie opuścić granic Japonii. Poza drobnymi wyjątkami, ani amerykanie, ani europejczycy nie znali przecież bohaterów tych kreskówek. Już po kilku minutach rozgrywki okazuje się jednak, że w praktyce nie ma to najmniejszego znaczenia. Spędźcie kilka dłuższych chwil z Tatsunoko vs. Capcom, a zapewniam Was, że Yatterman nie będzie jedynym japońskim herosem, którego poczynaniami zechcecie pokierować. Jaka historia towarzyszy całemu spotkaniu obu światów? Na to pytanie nikt nie udzieli odpowiedzi. Oprawione skoczną j-popową muzyką intro niczego nie wyjaśnia – przedstawia jedynie wojowników, zachęcając do jak najszybszego włączenia właściwej gry. I na tym w zasadzie powinniście się skupić, bo tu chodzi przede wszystkim o rozrywkę.
Firma Capcom postanowiła zaoferować kilka klasycznych trybów zabawy. Terminów arcade, versus, survival, "atak czasowy" czy trening nie trzeba tłumaczyć nikomu, kto kiedykolwiek dzierżył w dłoniach kontroler i oddawał się radości toczenia wirtualnych pojedynków. Poza takim ligowym minimum, Tatsunoko vs. Capcom oferuje między innymi też sklep, w którym wydamy zarobione podczas rozgrywki zenny. Kupić można tak grafiki, historie postaci, jak i masę innych ciekawych rzeczy (chociażby mini gry), a również odblokować ukrytych wojowników. Dalej, w galerii obejrzymy "zdobyte" lub nabyte obrazki, jednak zdecydowanie ciekawszą jest zakładka WiFi Connection. Tak, tutaj właśnie będziecie lądować za każdym razem, kiedy najdzie Was chęć na stoczenie walki z żywym przeciwnikiem. Menu jest przejrzyste i już po chwili świetnie się w nim zorientujecie. Zakładki są na tyle duże, że nawet niedowidząca babcia znajdzie sposób na uruchomienie bijatyki i spuszczenie konkretnego łomotu swoim wnuczkom...
W Tatsunoko vs. Capcom sposób prowadzenia rozgrywki niewiele różni się choćby od popularnego swego czasu również w naszym kraju Marvel vs. Capcom. Nie ma obowiązku opowiedzenia się po którejś ze stron - można mieszać składy i tworzyć ulubione kombinacje bohaterów. Walkę prowadzimy w systemie dwóch na dwóch, przy czym postaci zmieniać da się praktycznie co chwilę. Świetnym pomysłem będzie również korzystanie z szybkich ataków kompana. Gra w podstawowym zestawieniu oferuje 19 "zwykłych" wojowników, dwa duże roboty (Gold Lightana, wielkiego złotego niszczyciela od Tatsunoko i znanego z Lost Planet uzbrojonego mecha) oraz wielką kulę, której wybrać jednak w trakcie zabawy nie można. Doskonale widać, że pod kątem wyboru postaci Capcom postawił na japońskich fanów mordobić - najbardziej popularnymi personami są na pewno Ryu, Chun-Li i Alex ze Street Fightera oraz Morrigan z Darkstalkers. Traficie również na Megamana, Viewtful Joe, czy także Yami z Okami. Ostatnia z wymienionych postaci jest końcowym szefem i stawiając jej czoła w 8 etapie trybu arcade będziecie musieli przetrwać aż trzy walki.
Faja gierka i przypominaja sie stare czsy Yatterman -a i calej Trojki Drombo
Polecam 






