Resident Evil: The Darkside Chronicles
Choć z takim stwierdzeniem nie zgodzą się pewnie fani RE - poza pruciem do nieumarłych i w określony sposób poprowadzoną fabułą to mechanika gry zawsze stanowiła jej kręgosłup. Jak w tym świetle prezentuje się The Darkside Chronicles? Nad wyraz dobrze. Po nie do końca udanym The Umbrella Chronicles, najnowsze odsłona strzelanego Residenta na bank ponownie zainteresuje wszystkich miłośników serii, ale też dostarczy masę zabawy osobom, które zwyczajnie cenią sobie „celowniczki na szynach”. Nie jest to pozycja krótka - jej przejście na normalnym poziomie trudności zajmuje około dziesięciu godzin. Warto ponadto dodać, że występuje tu dwójka bohaterów - Leon S. Kennedy i Claire Redfield, więc dla czystości formy należy sprawdzić obie persony w akcji. Trudno po tego typu tytule oczekiwać skomplikowanej mechaniki i zawiłego sposobu prowadzenia rozgrywki. Mamy zasadniczo dwa zadania – zastrzelić wszystkie potwory, które pojawią się na ekranie i zebrać jak najwięcej przedmiotów porozrzucanych po lokacjach.
Podobnie jak w świetnym Dead Space: Extraction, kamera nie porusza się już topornie z pomieszczenia do pomieszczenia. Capcom postanowiło jeszcze mocniej wcisnąć nas w buty sterowanej postaci i zaserwować widok z jej oczu. O ile jednak Electronic Arts wiedziało, gdzie postawić granicę między realizmem, a „przesadyzmem”, tak Japończycy odrobinę przeholowali. To, co niektórym wyda się świetnym pomysłem, innych przyprawi o nudności oraz zawrót głowy. Intensywność, z jaką kamera wczuwa się w sytuację bohatera bardzo męczy. Obraz co chwila się trzęsie, podbiegnięcie przez postać do jakiegoś przedmiotu oznacza, że dostaniemy przed telewizorem oczopląsu. Ale każdy kij ma dwa końce. Gracze, którzy poradzą sobie z tym ogólnym chaosem docenią świetnie oddany dynamizm zabawy. Lecz ponarzekają pewnie na trudności ze sterowaniem...
Podskakująca, obracająca i szalejąca kamera skutecznie niweluje oto większość prób oddania celnego strzału. Mi cecha ta najbardziej przeszkadzała na początku, kiedy zwyczajnie nie mogłem trafić w nadchodzącego wroga. Jeśli jednak rozdygotany wgląd na akcję nie każe Wam natychmiast odstawić Darkside Chronicles na półkę, dacie ponieść się ciekawej (choć przecież odrobinę banalnej) historii i naprawdę mocnej rozgrywce. "Padologię" rozwiązano na kilka sposobów. Sam wiilot tutaj oznacza, że funkcje leczenia lub zbierania przedmiotów umieszczone zostaną pod krzyżakiem. Podłączenie "gruchy" pozwoli za to czysto skupić się na celowaniu i strzelaniu, przenosząc wszelkie inne funkcje pod analog i przyciski nunchucka. Ja zastosowałem jednak jeszcze inne rozwiązanie. Gra to pierwszy „celownik”, który pozwolił mi na idealne wykorzystanie pistoletu - przystawki, oferując to, czego od dawna pragnąłem – strzelanie za pomocą przycisku Z w kontrolerze. Dzięki temu świetnie wypadało wypluwanie pocisków z mojego plastikowego Desert Eagle’a. No i wielkie brawa dla Capcom za możliwość własnoręcznego definiowania wszystkich klawiszy manipulatora. Rzecz z pozoru banalna, a potrafi skutecznie umilić życie graczom.







czy ktos wie jak pokonac potwora w 4 rozdziale?
pozdrawiam