Disney Epic Mickey
Boli bardzo świadomość zmarnowanego potencjału, wyzierającego praktycznie ze wszystkich fragmentów kodu opisywanej gry. Nawet fabuła miała tu aspiracje do bycia wielkim dziełem, ale ktoś chwycił genialną wizję i zniżył ją do poziomu infantylnego Mickey Mania ze SNES-a. Oto wcielamy się w postać głównej maskotki Disney’a, która to wskutek dziwnego zbiegu okoliczności przenosi się za pomocą lustra do warsztatu potężnego maga Yen Sida, kończącego szlifować swoje najnowsze dzieło – dom dla zapomnianych bohaterów wytwórni. Na nieszczęście emerytowanych mieszkańców makiety, nasza Mysz dorywa się do zaczarowanego pędzla i wskutek własnego gapiostwa niszczy ten miniaturowy raj, pozostawiając w jego miejsce coś na wzór „bajkowego” Fallouta. Unika jednak przyłapania na gorącym uczynku i powraca do własnego wymiaru, szybko zapominając o srogim akcie wandalizmu. Ale poczynione zło, w formie Mrocznego Kleksa, upomni się wkrótce o uszatego herosa, wyrywając postać w końcu z sielankowego życia oraz wciągając do nieumyślnie stworzonego Pustkowia.
Tym oto sposobem Miki trafia w samo centrum naważonego piwa, gdzie sprawy przybrały znacznie gorszy obrót, niż gryzoń był w stanie to sobie w ogóle uzmysłowić. Tak się składa, że na powitanie bohater cudem unika przymusowego ofiarodawstwa serca, zaś dodatkowo wygląda na to, iż jedynym ratunkiem z opresji wydaje się spotkanie z lokalnym władcą – Królikiem Oswaldem. W trakcie naszej przygody towarzyszyć postaci będzie przyjazny tubylec w osobie gremlina Gusa, usilnie starający się nakłonić nieproszonego gościa do przywrócenia ładu w zdewastowanej krainie. Warto już na starcie wspomnieć, że twórcy pokusili się o uwzględnienie systemu wyborów moralnych, od których to zależeć mają dalsze losy Pustkowia. Oczywiście po kimś takim jak Warren Spector spodziewałem się przemyślanych dylematów, a ostatecznie w końcu lepiej pod tym kątem spisał się ostatnio Peter Molyneux ze swoim średniawym Fable III. Żadna z podejmowanych decyzji nie ma drugiego dna, wszystko jest "białe" lub "czarne". Mamy do czynienia też chyba z jedną z niewielu pozycji, gdzie bycie złym nie ma tak naprawdę żadnej konkretnej korzyści, poza kilkoma dodatkowymi punktami do przeznaczenia w sklepie. Niecne występki czynimy zatem bardziej dla własnej satysfakcji z gnębienia mieszkańców - co nie przychodzi trudno, zważywszy na fakt, że charakterem dorównują oni pierwszej lepszej, starej szmacie do podłóg.
Jeśli miałbym podać jakiś zbliżony do Disney Epic Mickey tytuł, wskazałbym Okami w wydaniu dla ubogich, z mocno ograniczoną swobodą eksploracji. W końcu trzonem całej rozgrywki jest zagarnięty przez mysz w trakcie porwania magiczny pędzel, dający jej moc domalowywania oraz wymazywania obiektów. Oczywiście zapomnijcie o szalonej wolności ingerowania w każdy skrawek otoczenia, gdyż majstrować wolno nam tylko z wyznaczoną przez twórców grupą obiektów, co kojarzy się z zabawą z wypełnianie do połowy ukończonej kolorowanki. Artystyczny przyrząd posłuży zatem do dwóch podstawowych rzeczy – rozwiązywania banalnych zagadek związanych z farbą i rozpuszczalnikiem, a także stanie się główną bronią w starciach z Kleksami. Cała zabawa ostatecznie zostaje sprowadzona do prostego schematu – wpadamy do nowej lokacji, szybko orientujemy się, co trzeba uruchomić, żeby móc czym prędzej opuścić obecne lokum, zaś w międzyczasie poza walką i odświętnym bossem wykonujemy też cały szereg zadań z serii „przynieś, podaj, pozamiataj”, zamieniając się w kuriera dla ubezwłasnowolnionych ruchowo oraz umysłowo przedstawicieli krainy.
@
Mihu co do Batmana to chyba nigdy nie widziałeś np numeru 2 Batmana po 80 roku w polskiej edycji. Uwierz że jest bardziej mroczny niż wszystkie gry z nim razem wzięte. Tak więc facet w gumowym ubraniu miał wiele oblicz medialnych.
http://www.batcave.stopklatka.pl/grafa/k...
http://www.batcave.stopklatka.pl/index2....
Niestety nie posiadam numeru 1 z Jokerem ale widać że scenariusz był mocny:
http://www.batcave.stopklatka.pl/index2....
To był prawdziwy Batman.






