Call of Duty: Modern Warfare Reflex
„Fifty thousand people used to live here, now it's a ghost town…” – pozycja wita nas znaną sentencją i uwielbianym przez tłumy, dość ponurym otwarciem. Każdy, kto grał w Call of Duty 4: Modern Warfare na konsolach obecnej generacji lub PC poczuje się jak w domu - Treyarch starało się przenieść jak najwięcej z wersji dla mocniejszych maszyn i to zdecydowanie atut Call of Duty: Modern Warfare Reflex. Należy jednak pamiętać, że to także port dla osób, które nie miały kontaktu ze znanym dziełem Infinity Ward. Firma inna, silnik też, bo znany z wydanego dla Wii już jakiś czas temu Call of Duty 5: World at War, czy jednak produkcja, która słynęła z niezwykle intensywnej rozgrywki, fantastycznej oprawy i ogromnej szybkości ma szanse zadomowić się na słabszej platformie, w dodatku dwa lata od premiery pierwowzoru? A tu zza rogu zerka z szyderczym uśmiechem MW2...
Na pewno spora część komputerowców zna to smutne uczucie, kiedy z uwagi na posiadanie leciwego już sprzętu, muszą uruchomić nową grę w niskich detalach. Tak właśnie czułem się rozpoczynając poligon szkoleniowy i pierwszą misję w Reflex po kilku tygodniach spędzonych z Modern Warfare 2, gdzie napatrzyłem się na ruiny, statki, żołnierzy, bronie oraz wybuchy w wysokiej rozdzielczości, a mając również w pamięci stojące wciąż na półce CoD4 na Xboksa 360... Jeżeli istniałaby konieczność obrazowego przedstawienia technicznych różnic między sprzętami generacji HD, a konsolą Nintendo, to Modern Warfare byłoby idealnym przykładem, na którym bez większych problemów można pokazać ogromną przepaść dzielącą dzisiejsze sprzęty. Tytuł, podobnie jak spora część pozycji na Wii, nie radzi sobie zbyt dobrze dużymi telewizorami LCD i wszelkie niedoróbki w postaci poszarpanych krawędzi czy rozmytych tekstur widać niestety gołym okiem. Jeśli jednak jesteście przyzwyczajeni do ubogiego poziomu szczegółów (co w przypadku stacjonarki Nintendo nie jest niespodzianką), znajdziecie na płycie wszystko to, co niegdyś dostali posiadacze PC, PS3 oraz konsoli Microsoftu.
Tak, niewątpliwie głównym celem Treyarch było jak najwierniejsze odwzorowanie znanego już wielu doskonale, współczesnego pola bitwy. Poza znaczącymi różnicami graficznymi, gra jest toczka w toczkę jak pierwowzór. Krótka (bo jedynie na 4 czy 5 godzin) kampania nie została w przypadku wersji Reflex w żaden sposób przedłużona i warto nadmienić, że są to dokładnie te same misje, ten sam dramatyzm, akcja oraz intensywność, co w przypadku pierwotnej wersji Modern Warfare - aczkolwiek w słabszej i mniej dokładnej oprawie. Stąd dostaniemy kilka zadań, w których biegnąc ramię w ramię z towarzyszami niedoli przemierzać przyjdzie teren wroga. Trafimy również na przygody w mniejszym gronie i kultową już misję snajperską, gdzie zniszczone, opuszczone zabudowania na swój sposób przypomną głębokie lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Nie ominie nas także ostrzeliwanie naziemnych celów działami wielkiego kalibru, umieszczonymi na latającym sprzęcie. Kampania w Reflexie jest moją piąta lub szóstą z kolei przygodą z historią przedstawioną w Modern Warfare i uważam, że Treyarch należą się brawa, za niezwykle dokładny port. Odnoszę wrażenie, iż zastosowano nawet te same skrypty, co w CoD4, bowiem niejednokrotnie pamiętałem, za którym rogiem czai się wróg. Ba! - nawet ginąłem w tych samych momentach...







