Nie porwało mnie, chociaż smaczków na filmiku wideo fani szybko wyłapali kilka. Są psy (wiele osób już zapowiedziała bojkot gry, jeśli pojawią się ich walki - machina marketingowa powoli się nakręca), sterowce, samoloty, parkowe siłownie publiczne, masa bezdomnych - tylko co z tego? Nie, to nie Ray Liotta nawija w tle (potwierdzone), więc chyba bajki o głównym bohaterze Tommym Vercetii z Vice City można co najwyżej pod poduszkę włożyć. Tak czy siak analitycy już prześcigają się w prognozowaniu sprzedaży tytułu - stanęło obecnie na ponad 20 milionach egzemplarzy. A premiera ponoć w pierwszej połowie przyszłego roku.
Graficznie postęp, lecz nie taki, na jaki się nastawiałem po sprawdzeniu L.A. Noire, przynajmniej pod kątem twarzy bohaterów. Po ulicach targanego kryzysem ekonomicznym świata przechadzają się bardziej "po ludzku" ukazane postacie (bliższe rzeczywistości proporcje, chociaż członki wyginają się mało naturalnie), jeżdżą lepiej wykonane samochody, same budynki i reklamy wypadają nieźle. Ale powtarzam - szoku u mnie nie ma. Nawet pomimo faktu, że szykuje się lepsze San Andreas. Tak szerokie pole widzenia to chyba tylko na PC uświadczymy...
Szkoda tylko, iż nie ujawniono platform docelowych. Konsole nowej generacji? Wątpię. Ale komputerowcy też do końca nie mogą spać spokojnie - ile czekali na swoje GTA IV? Ekipa Rockstar na razie się zbytnio nie popisała. Czy się mylę?






