Na pierwszy rzut oka grę cechuje chaos - ale to tylko pozory. Droga do sera, a potem powrót z nim do nory, łatwa zazwyczaj nie jest. Z całego zestawu różnorakich plansz tylko część prezentuje się prosto, w większości należy kombinować. Stąd jednak (chociaż to jakaś rywalizacja) szybko dojrzycie, że wypada współpracować, tak z pozostałymi graczami, jak i głównym - szamanem.
Tylko "uduchowiona" mysz, wybierana losowo na daną planszę wśród wszystkich uczestników zabawy, potrafi stawiać mosty, rzucać bomby czy konstruować (przy odrobinie pomyślunku) całe machiny wojenne. Zamiast więc bezmyślnie próbować doskoczyć "na leminga" gdzieś, gdzie doskoczyć się nie da, warto poczekać. Oczywiście szaman musi wiedzieć co robi, inaczej strach. A gorzej, gdy trafimy na jakiegoś skrzywionego psychicznie typa, który wybije gryzonie...
Dobra, nie dorabiajmy głębszej ideologii do gry - ważne, że jest fajnie i człowiek odstresuje się ciut w wolnym czasie. Sery się kumulują, a potem można je przeznaczyć na stroje dla myszy w sklepie. Wciąż ich niewiele, lecz produkcja jest bezustannie rozwijana. To co - mysimy - TFU! - widzimy się? Spróbujcie.

Po mnie też jeździli. A jak prosiłeś, żeby się przesunęli, żeby oprzeć belkę, to ich to nie interesowało. Generalnie fajna gierka, ale sami gracze już średnio.
szkoda tylko, ze nie ma tutorialu jak grać szamanem, bo gdy pierwszy kilka razy się nim zostaje zaraz wszyscy cię wyzywają.






