Miałem znów przyjemność być "autobusistą", czyli zbierać ludzi do podstawionego autokaru, który zawieźć miał zlotowiczów z Wrocka do samego Zamku na Skale, a później i uprzyjemniać im czas (w tym przypadku naświetlając, kto w komiksach Marvela jeszcze żyje, kto nie i kim jest Anti-Venom). Mariusz109 naturalnie musiał zgubić się we Wrocławiu - ale też inaczej być nie mogło, prawda?
Komplikacje na trasie to norma... Kierowca pojechał taką serpentyną (zlot w górach tym razem), że wszyscy pozapominali, iż komuś chce się (ewentualnie) siku, mocno wbijając pazury w oparcie fotela znajomego z przodu. Wąsko, stromo, w dodatku z naprzeciwka na pełnej prędkości niejednokrotnie pędzili autochtoni. Ot, ponoć im wyżej (oraz chłodniej), tym zwyczajnie łatwiej o bałwanów...
Rzecz jasna na miejsce dotarliśmy jak najbardziej bezpiecznie, bo i kierowca zachował zimną krew, a też jego doświadczenie drogowe robiło swoje. Zamek okazały, ale (na szczęście!) mniej rozbudowany od zeszłorocznego Rynu, gdzie znaleźć się na tych wielu kondygnacjach było trudno. Tutaj raptem dwie, przejrzysty dziedziniec, sala konferencyjna na piętrze. Od razu było wiadomo co, gdzie oraz dlaczego. Wiele znajomych twarzy, jeśli zaś nie - to się poznało...
Ekipa przybyłych czytelników Gamikaze spisała się na towarzyski medal. Nikt nie potrafi bajerować lepiej niż Mariusz109. "Lady GaGa" w wykonaniu pinga rozłożyła nas na łopatki (co też można zrobić z samoprzylepnymi karteczkami, oj co można). Ufolca braliśmy za niepełnoletniego, a ten ripostował pytania o wiek zwracając się do dam per "Pani". Lordjahu narobił takich fotek i filmików z zaskoczenia, że nadal mi głupio. Steemm stale powtarzał coś o "ciągnieniu" zainspirowany koszulką Opery. Marcus nic nie wyrwał (za miły jesteś człowieku!), z Arturkiem WIEKI graliśmy w bilard. Gl1zda pouciekał z fotek z nami, żeby się potem nie wstydzić... Lizard zaś epicko zwyzywał się z Mr. MiHem przy okazji turnieju F.E.A.R. Combat.
Długo by opowiadać, ale jak powszechnie wiadomo (łasica!) społeczeństwo polskie coraz mniej lubi czytać, więc jeszcze tylko nadmienię, że Jedah nie wszystkich rozwalił w "fifkę", obcykany w UFC North "przerypał" z nim na wirtualnej macie ("maszer, maszer!"), Rayne wyglądała jak syrenka morska, a Olej podłapał od Mariusza chorobę sycylijską - przynajmniej w 15/100 włoską. Wspominamy sobie na forum - przyłączycie się? Na pewno warto się aktywizować - zlot za rok!
Dzięki jeszcze raz wszystkim za zjawienie się (w tym Miodusowi, który chyba jako jedyny żadnej "karygodnej" akcji nie wywinął). Zaś kto nie był (a zaproszenie dostał) ten trąba! Aha - wpisujemy w komentarzach najciekawsze wspomnienia!
A co do Split Second - ja nadal nie jestem pewien, jak sie w to gra, ale mimo to raz wygrałem z jahem
(ale jestem fajny!)
Ja zapamiętałem najbardziej to jak siedzielismy na grilu i gadamy i przyszedl ten gościu z DB i gadał o linuxie na PS3 i steemm wtedy sie trąca w gadkę a on kto Ty? Wszyscy mówią że to steemm a on : aaa to ten spamer na forum ;D

a North nad wyraz często ładował mi się do łóżka insynuując, że chce jedynie pograć na PSP i tak nie będzie lagów:) Dzięki wielkie, że się pojawiliście. Świetnie się bawiłem i mam nadzieje, że za rok spotkamy się w jeszcze większym gronie.1) Huśtawka
2) Zjeżdzalnia
3) Małpi Gaj
Chlopaków z DP malo nie uspilem swoimi wywodami na temat różnić w zarządzaniu między firma japońską, a amerykańską. Dlaczego MS jest jaki jest, a wiosny w tym roku nie bylo

a Jedaszek się kręcił na karuzeli xD
No i jak w sobotę siedzieliśmy przy stolikach zagorzała wojna co lepsze - Linux czy Winda
Następnym razem podbije na Mariusza: "joł świnia masz ochotę na modzajto?"
Nie zapmnij Mario o Sheridan's

doobra, śmiesznie byłooo, noo! A i z najciekawszych wspomnień to: wstępne oprowadzenie Gamikaze'owiczów po terenach Zamku przez Jedah'a za dnia i później nocne siedzenie na placu, czy to też w integracyjną noc przy stolikach 
No i jacuzzi z Krogulcem kręcącym bączka, i qbapa w naturystycznych klimatach, i rozmowy z Jackiem (jkolonko) i wieloma innymi zacnymi, nowopoznanymi osobami. I te emocje podczas meczu, niekoniecznie związane z fruwającą piłką. Eh... niezapomniana impreza i najlepsza jaką można było zrobić. Kto dostał zaproszenie, a nie przybył, to nawet niech nie żałuje. Najlepiej niech od razu wstąpi do jakiegoś zakonu i nie pokazuje się więcej innym na oczy.





