O Chime z Xbox Live Arcade
 
Data: 12 marca 2010, 15:00  Autor: Rayne
 
O Chime z Xbox Live Arcade
Nieczęsto raczej zdarza się przeciętnemu człowiekowi dostać coś w życiu za darmo. Jeszcze rzadziej - aby jakikolwiek deweloper zrobił grę, nie biorąc za to ani grosza. Taka idea narodziła się w głowach osób odpowiedzialnych za powstanie OneBigGame, niekomercyjnego wydawcy z ciekawym podejściem.

Dzięki rozpowszechnianiu gier stworzonych nieodpłatnie przez znanych twórców zbiera on fundusze przeznaczone na charytatywny projekt Save the Children. Pomysł piękny, jednak moją pierwszą myślą po zapoznaniu się z nim było ogromne zwątpienie - czy tytuły wydawane w ramach tejże akcji nie okażą się growymi kaszalotami, niegodnymi nawet spojrzenia. Okazuje się, że jak się chce, to można, bo pierwsza produkcja spod tego znaku, czyli Chime, jest bardzo dobra. Ba, jest lepsza od wielu droższych gier arcade, z których dochody niczemu - oprócz wypchania kieszeni producentów - się nie przysłużyły.

Tytuł stworzony w wolnym czasie przez Zoe Mode, dewelopera odpowiedzialnego między innymi za You're In The Movies czy Rock Revolution, jest grą muzyczną, na pierwszy rzut oka przypominającą nieco nieśmiertelne Lumines. Celem gracza jest ułożenie tetrisopodobnych (ach!) klocków tak, aby utworzyły one jak największy kwadrat lub prostokąt. To owocuje powstawaniem nowych dźwięków i wypełnianiem nimi przygrywających w tle piosenek, a wizualnie - przejmowaniem kolejnych pól na planszy, co przejawia się barwieniem jej na inny kolor. Gdy przekroczymy 50 procent "oznaczenia terenu", odkrywa się kolejna piosenka. Kawałków jest co prawda tylko pięć, ale jako że grać możemy zarówno na czas, jak i w trybie dowolnym, gdzie naszym celem jest uzyskanie jak największego procentowego wyniku, nie sprawia to wrażenia zbyt małej ilości muzyki.

Osobne słowo, a nawet kilka, należy się samej ścieżce dźwiękowej. Mamy tu do czynienia z kawałkami na pograniczu ambience i trance'u (Philip Glass, Moby, Markus Schulz, Paul Hartnoll z Orbital oraz Fred Deakin - Lemon Jelly) i choć mój gust muzyczny jest całkiem inny, bo słucham głównie wybitnie ciężkiej, brudnej muzyki, polubiłam te piosenki, głównie ze względu na ich olbrzymie walory relaksacyjne. Tak, przy Chime można się znakomicie odprężyć, choć odprężenie trwa aż do chwili, gdy spojrzymy na zegarek po trzech godzinach gry... a przecież mieliśmy tylko jeszcze jeden raz spróbować przejść poziom w lepszym czasie. Cieszy fakt, że wszyscy artyści przekazali swoje dzieła zupełnie za darmo, nie biorąc za to ani centa. My za to wydane na grę centów 500 (dla opornych - 5 dolarów, 400 MSP) przekażemy na cele charytatywne, pomagając dzieciom poszkodowanym między innymi w wyniku klęsk żywiołowych (tak jak ostatnio w Haiti).

Sami członkowie organizacji Save The Children zgodnie twierdzą, że nie mogli życzyć sobie lepszego startu akcji OneBigGame niż ten, który zapewniło im Chime. Gorąco namawiam do zakupu tej pozycji, jeżeli tylko wszelkie klockopodobne pozycje nie odrzucają Was od ekranu. Sama niecierpliwie czekam na kolejne gry spod tego znaku, a jest na co - swój udział w projekcie zapowiedzieli między innymi twórca Parappy Masaya Matsuura oraz związany z serią Broken Sword Charles Cecil. Także jazda przed konsolę, swój pierwszy dziś dobry uczynek wykonać!

 
 
 
 
r    e    k    l    a    m    a
 
theArturEK theArturEK   13.03.2010 00:31
Fajna akcja, szczególnie, jeśli dobrze wykonana Szczęśliwy Tylko gratulować takich pomysłów.