Z drugiej ręki
 
Data: 07 grudnia 2009, 14:24  Autor: North
 
Z drugiej ręki
Ile z Was kupuje co miesiąc nowy tytuł dla Waszej konsoli? Dobrze. Ile z Was rzuca się dziko na preordery, które niejednokrotnie są o kilka złotych droższe od gry dostępnej w dniu premiery? Dobrze. Na pewno rodzice czy tez małżonki popierają Wasze finansowe inwestycje.

Zapewne niejedno z Was zakupiło tej jesieni jakiś hit albo nawet dwa – wydając na niego blisko 200 zł (za jedną grę oczywiście). O ile w moim wypadku wydanie 199 zł na Modern Warfare 2 uważam za wybór słuszny, bo nie wyciągam płyty z konsoli od prawie miesiąca (multi i kooperacja w misjach specjalnych z Jedahem), o tyle prawie 200 zł wydane na Batman: Arkham Asylum już niekoniecznie. Nie zrozumcie mnie źle, gra jest świetna, ale po jednokrotnym przejściu, drugi raz nie wydaje się już tak zachęcający. I w takim właśnie momencie u osób, dla których podstawowe zasady ekonomii są ważniejsze niż kolekcjonerstwo, pojawia się pomysł sprzedaży zaliczonej już gry. Pozwólcie, że skupię się tylko i wyłącznie na konsolach – ciekawią mnie natomiast Wasze doświadczenia z rynkiem PC. Komentujcie i pokażcie, co Wy o tym sądzicie.

Grami handlowaliśmy od niepamiętnych czasów. Sam sprzedawałem sąsiadowi kartridże do Pegasusa albo zakupione w Warszawie (i zaliczone oczywiście) gry od L.K. Avalon na swoje małe Atari. Zawsze zamiast sprzedaży można było grę wymienić, choć oczywiście pieniądze z młodzieżowego handlu przeznaczane były i tak na nowe gry bądź też inne przyjemności związane z elektroniczną rozrywką. Bum sprzedaży jaki ogarnął Polskę po spopularyzowaniu się serwisu allegro pokazał świetnie, że wtórny rynek gier istnieje i ma się dobrze. Staram się kolekcjonować gry, ale niektóre lądują albo na serwisie aukcyjnym, albo stają się produktem, który idzie na sprzedaż inną, mniej internetową drogą. Czy jest w tym coś złego? Oczywiście że nie. Wraz z zakupem gry nabywamy prawo do jej dalszego odsprzedania i wszystko miałoby się świetnie gdyby nie zakusy producentów i wydawców (głównie tych drugich), którym rozbudowany rynek używanych produkcji daje ostro po kieszeni.

Dlaczego daje? Bo miast kupić nową grę w folii, po okazyjnej oczywiście cenie – w końcu minęło już trochę czasu od premiery, typowy gracz woli zaoszczędzić pieniążki i kupić grę wcale w niezgorszym stanie, ale właśnie z rynku wtórnego. A co to oznacza dla wydawcy? Że sprzedał w tym wypadku tylko jedną kopię, a mógł przecież zhandlować dwie. I co z tym fantem zrobić? Cyfrowa dystrybucja jest w pewnym sensie odpowiedzią na postawione wyżej pytanie. Kiedy gra lub dodatek w tej jakże nowoczesnej formie wyląduje na dyskach Waszych konsol, nie ma opcji żeby dało się go potem sprzedać. Co więc pozostaje? Usunąć z nośnika, bo skończona gra zajmuje tylko miejsce. A co jeśli kolega chciałby pograć w ten sam tytuł? Przecież teoretycznie możecie mu tej gry nawet pożyczyć – musi więc samodzielnie dokonać zakupu. A kasa wpada do kieszeni producenta i wydawcy. Myślicie, że to jest główny zamysł cyfrowej dystrybucji, a rzekoma wygoda to tylko chciwe mydlenie oczu? O uszy obiła mi się historia z chińskimi kodami do gier przez Steam...i późniejszymi banami, bo tańsze kody nie podobały wydawcom. Chciwość, brzydka rzecz.

Wróćmy jednak na chwilę do allegrowych zakupów growych. Uważacie, że to dobry pomysł? Jest przecież duża szansa, że płyta pomimo zapewnień sprzedającego – „totalna igła”, „tylko zerwałem folię, żeby powąchać wkładkę” i 5 zdjęć pod światło, gra okaże się porysowana na tyle, że nie da się w nią bezstresowo pograć. Na pewno co której z Was spotkało się z takim małym oszustwem i do dziś trzyma porysowaną płytę – bo przecież regeneracja wyjdzie drożej niż zakup, a z uwagi na dobre wychowanie i wartości, jakie zaszczepili Wam rodzice, nie sprzedacie uszkodzonej płyty dalej. Kto nie ryzykuje ten nie je – jak zwykło się mawiać. W dystrybucji cyfrowej nie znajdziecie porysowanej płyty. Ale chwila – AC: Bloodlines pobierane z PSN miało błąd, który uniemożliwiał włączenie gry, a dodatek do Fight Night Round 4 zawiesza Xboksy 360 przy pobieraniu. Czyli jednak dystrybucja cyfrowa nie jest idealna?

Niedługo dojdzie do sytuacji, że trzeba będzie grę na konsolę zarejestrować przez XBL, albo po pierwszym uruchomieniu tytuł sam dokona rejestracji i drugi raz, na innej już konsoli, nie pozwoli się odpalić. Na pewno czytaliście o zablokowanej nagości w Saboteur. W pudełku będzie kod, pierwszy właściciel odblokuje grę, drugi będzie musiał za kod odblokowujący zapłacić. Tak, jakby gra traciła cokolwiek jeśli pochodzi z drugiej ręki. To zdecydowanie nie fair i tego typu praktyki nie powinny mieć w cywilizowanym świecie miejsca. Szkoda tylko, że w tym całym wyścigu, słupkach sprzedaży i biciu rekordów zakupionych egzemplarzy, wydawcy zapominają o graczu. On zawsze cierpi na takich nieuczciwych praktykach najbardziej.

W naszym pierwszym, dziewiczym podcaście, MiH powiedział, że jest kolekcjonerem i nie da się wmanewrować w dystrybucję cyfrową, na co Jedah odparł, że musi być zboczkiem. Wiem, że takich osób jest więcej i pękają z dumy dokładając kolejne pudełko do swojej wielkiej kolekcji. Czasem zhandlują to i owo, żeby zastąpić niechciany tytuł. Czasem sprzedadzą jedną wersję, by zakupić ładniejszą lub lepiej wydaną – jak zrobił to na przykład Jedah z pierwszym Uncharted. Czy my – trzymający gry na półkach i sprzedający/kupujący je z rynku wtórnego – jesteśmy jak relikty przeszłości i któregoś dnia młodzi gracze wytkną nas palcami mówiąc – „stary dziadu, dostosuj się do rzeczywistości i przestań się błaźnić”, czy może nie pozwolimy umrzeć klasycznej dystrybucji? Część z Was kocha mp3, bo są wygodne, a ich kupowanie nie wymusza wizyty w sklepie. Ja jednak wciąż wolę oryginalną płyty z muzyką, zrzucając ją następnie do telefonu, by nie musieć ciągnąć discmana na siłownię. Gry na konsole też stawiam na półce i dumnie przyglądam się swojej kolekcji, robiąc w niej porządki raz na jakiś czas. Epizody z Liberty City tez kupiłem na płycie, bo wciąż wolę mieć krążek w ręku niż patrzeć, jak przesuwa się pasek pobierania na Xbox Live.

 
 
 
 
r    e    k    l    a    m    a
 
Mr. MiH Mr. MiH   08.12.2009 01:45
Tak jak już nie raz wspominałem, gry to moja pasja, a tą lubię się zazwyczaj chwalić. Coraz częściej zaczynam się łapać na fakcie, iż zakupuję tytuły, które później zwyczajnie lądują na półce, żeby za parę tygodni/miesięcy/lat dopiero wylądować w czytniku. Kolekcjonowanie to dla mnie hobby samo w sobie, które staram się pielęgnować polując czy to w sklepach, czy to na allegro na coraz więcej kąsków, które umieszczę na jednej z honorowych szafek. Sprzedaż gier z drugiej ręki to bardzo często moje główne źródło zaopatrzenia w starsze, naprawdę genialne klasyki i nie wyobrażam sobie, żeby ten proceder mógł zaniknąć.

Dopóki będę graczem, dopóty będę trzymać stronę fizycznych nośników oraz handlu z drugiej ręki. Cyfrowa dystrybucja i blokady na poszczególne egzemplarze gry to cios w moje hobby i nie pozwolę, aby zostało ono zniszczone przez głupotę oraz chciwość deweloperów. Ot rzekłem :)

PS: Co zaś się tyczy gier na PC, to tutaj zawsze sięgam po działy typu "Extra Klasyka", które za grosze dają multum tytułów. Na starsze pozycje poluję już w internecie [w zeszłym roku na allegro kupiłem oryginalnego The Neverhood za ok. 150 zł Szczęśliwy ]
 
 
spaidi spaidi   07.12.2009 20:40
Co do tematu to osobiście nie korzystam z allegro ale z Gametrade.pl. Rzadko bo rzadko ale wymieniam tytuły które mi nie przypadły do gustu. Myślę jednak że na PC nie jest to aż tak spopularyzowane jak na konsolach. Sam pamiętam że jakieś 6 lat temu wymieniało się kartridże do Gameboya, po przejściu tytułu. Na PC od dawna jest jeszcze problem rejestracji który przez długi czas konsol nie dotyczył dzięki czemu konsolowcy nauczyli się wymieniać grami. Swoją drogą tego typu praktyki są tępione np. przez Steam który przypina każdą grę do konta. Cóż trzeba przywyknąć do tego że każdy chce jakoś zarobić.

PS: Ja też wolę mieć płytkę w ręku Szczęśliwy