Wola kontroli
 
Data: 14 stycznia 2010, 12:24  Autor: North
 
Wola kontroli
Odkąd istnieją gry, branży towarzyszą kontrolery. Czy to zapomniane już joysticki, niezwykle popularne dziś pady, czy też wracające do łask arcade sticki. Jednym wystarczy standardowy kontroler, inni wydadzą majątek na kierownicę, deskę lub sensor, który śmiało można wsadzić sobie w …

W tym roku stuknie mi 28 wiosen (a w zasadzie jesieni) i chcąc nie chcąc na własne oczy widziałem ewolucję rynku gier w Polsce. Moim pierwszym sprzętem było kupiony na przełomie 1988/89 roku Atari 65 XE. Do dziś cały osprzęt czeka na lepsze czasy, kurząc się w wygodnym pawlaczu w mieszkaniu z czasów mojej młodości. Obok komputera, magnetofonu, tony kaset, stacji dysków i sterty dużych, miękkich, czarnych dyskietek leży kilka najróżniejszych joysticków. Od standardowej, posiadającej jedynie dwa przycisk rączce na metalowej „pałce” do dużego, wyposażonego w zegarek na baterie, kilka suwaków, „autofajerów” i tony przycisków sprzętu wyglądającego jak małe centrum lotów z filmu science-fiction. Czemu o tym piszę? Bo już wtedy zwykły kontroler nie wystarczał i nawet w takim sprzęcie jak Małe Atari, gracze czuli potrzebę posiadania świetnego kontrolera.

PC-towiec szarpie głównie na kombinacji klawiatury i myszki. Konsolowiec natomiast nigdy nie odstawi ukochanego pada.Jeżeli jesteście fanami gier wyścigowych, to granie na wymienionych wyżej kontrolerach jest czystym bluźnierstwem. Dobra kierownica, z pedałami i skrzynią biegów to ogromny wydatek - niejednokrotnie sprzęt kosztuje tyle co sama konsola. Podobnie ma się sprawa z symulatorami lotów – widzieliście kiedyś program o domu lidera Ich Troje – Michała Wiśniewskiego? Czerwonowłosy „artysta” stworzył taki panel dla komputerowych symulatorów lotu, że ogarnięcie konsolety graniczyło na pierwszy rzut oka z cudem. Realizm moi mili – dla niektórych jak najlepsze odwzorowanie tematu poruszanego w grze jest niezwykle ważne. Nie sposób w tym miejscu zapomnieć o powietrznej kierownicy przeznaczonej do „ścigałek” na Wii – ale o tym wspominam raczej w kategoriach żartu. Z resztą dla wiilota można znaleźć w sieci tak dużo wszelkiego rodzaju nakładek, że gracz chcący zgromadzić je wszystkie, musiałby przeznaczyć na ten cel sporych rozmiarów szafę.

Mikrofony do gier pokroju Singstara i Lips to norma – trudno wyobrazić sobie śpiewanie w grach karaoke bez tego typu kontrolera. Pistolety do „celowniczków”, maty do tańczenia, gitary do gier muzycznych, stoły dla skreczujących hip-hopowców – rynek zalała cała masa wszelkiego rodzaju kontrolerów i tylko przysłowiowy n00b nie posiada w domu czegoś więcej niż standardowy pad. Swego czasu na zachodzie można było nawet znaleźć kontrolery imitujące genitalia – zastosowanie tego typu peryferiów miało z założenia ogromny wpływ na poszerzenie wachlarza doznać płynących z gier erotycznych. Producenci nieśmiało szepczą o trójwymiarowych okularach, ale jeszcze sporo wody upłynie w Wiśle zanim trójwymiarowa technologia trafi pod dach statystycznego Kowalskiego. W końcu wszyscy pamiętamy totalne fiasko hełmów i okularów VR.

Skąd w ogóle przyszedł mi pomysł napisania bloga o kontrolerach? Pewnie już pukacie się w czoło mówiąc – nie ma o czym pisać, więc pisze o wszystkim. Nic bardziej mylnego. Wielkimi krokami zbliża się rewolucja w postaci Project Natal. Choć cały czas karmieni jesteśmy zdawkowymi informacjami i masą obietnic, to jeśli pomysł Microsoft nie przepadnie w otchłaniach rynku jak to miało miejsce z kamerą Eye Toy, czeka nas czas zmian. Koncern z Redmond wymaga, by producenci pisali gry z myślą o Natalu i jeśli faktycznie tytuły bazować będą głównie na sensorze ruchu, świat otrzyma zupełnie nową jakość elektronicznej rozrywki. Entuzjastów odstawienia klasycznych kontrolerów jest tak samo wielu „natalowych” sceptyków. Trudno przecież wyobrazić sobie sterowanie samochodem operując dłońmi i nogami w pustej przestrzeni. Czy jednak na pewno? Każdy, kto słuchając ostrej muzyki, wystukuje rytm imitując prawdziwego perkusistę, czy też dzierży w swych dłoniach niewidzialną elektryczną gitarę wykonując karkołomne solo – z Project Natal powinien zaprzyjaźnić się z dniem premiery. Sam niejednokrotnie machając głową na metalowym koncercie udawałem, że trzymam w dłoniach niewidzialne wiosło – choć przecież w domu stoi prawdziwe. Bezkresy ludzkiej wyobraźni mogą niesamowicie pomóc amerykańskiemu pomysłowi. Co jeśli za kilka lat postacie z Tekkena, Street Fightera czy innego Virtua Fightera nie będą wykonywać swych klasycznych ruchów, ale powielać to, co pokaże im ciało gracza? To prawie jak „solówka” pod szkołą – tyle, że bez wybitych zębów i posiniaczonej twarzy.

Co jednak jeśli któregoś dnia będziecie ruszacie ręką nie po to, by napić się herbaty, ale przesunąć wirtualny przedmiot w świecie wygenerowanym przez konsolę lub komputer? Oby Project Natal nigdy nie stał się kolejnym krokiem od odrealnienia i trwałej ucieczki do wirtualnej rzeczywistości. Wirtualny chłopiec, z którym na zeszłorocznym E3 rozmawiał autor serii Fable pozwala sądzić, że granica między realnym a wirtualnym światem powoli się zaciera. Nie zapominajcie jednak, że życie toczy się nie przed ekranem, lecz poza nim. Za oknem jest wielki świat i warto o tym pamiętać. A skoro już tam pójdziecie, odkopcie rodzicom samochód.

 
 
 
 
r    e    k    l    a    m    a
 
steemm steemm   20.01.2010 13:44
widzisz a w pc wystarczy karta serii 5870 eyefinity żeby pograć w coś nawet na 6 monitorach :D
 
 
North North   17.01.2010 20:29
Fajnie wyglądał kokpit przy premierze Forzy 3. Trzy monitory, trzy Xboksy (lewa szyba, przednia i prawa), kierownica, pedały i kubełkowy fotel.
 
 
steemm steemm   15.01.2010 22:36
ja swego czasu widziałem kokpit samochodu marki bmw zrobiony pod kierownicę logitecha G25, był tam nawet kubełkowy fotel z 4 punktowymi pasami i wyświetlaczami na których była pokazana prędkość itp :D
 
 
Maugan Ra Maugan Ra   15.01.2010 10:30
jeśli chodzi o Natala to ja to widzę tak

- do popierdułkowatych gierek jak najbardziej jestem za :)
- do produkcji takich jak FPS, TTP itd szczerze podziękuję

nie widze w tym żadnej rewolucji, ale mam taką cichą nadzieję że sie mylę :)