Seria zaczęła się bardzo dawno, bo w 1992 roku gra trafiła na automaty, a w 1993 roku posiadacze między innymi Amigi i PC mogli przystąpić do krwawego turnieju w zaciszach własnych domów. Może pamiętacie obrazek z pierwszego Mortal Kombat – Rayden i Kano wciągają dwójkę niczego nie spodziewających się dzieciaków do automatu. „Tak realne, że aż boli” – trudno było nie zgodzić się z tym sloganem reklamowym. W końcu była to jedna z pierwszych gier, w której pojawiły się digitalizowane podobizny wojowników. Dziś wydaje się to niemądre, ale będąc nastolatkiem naprawdę czułem, że kieruję żywym człowiekiem. Najpierw na Amidze, potem na PC oddawaliśmy się z kolegami trudom wykręcenia na joysticku (lub klawiaturze) morderczego „fatala”, będącego doskonały zwieńczeniem emocjonującego pojedynku. Gdyby tylko posiadacze komputerów od Commodore nie musieli co chwila zmieniać dyskietek…
Wydane niedługo później Mortal Kombat 2 stanowiło w prostej linii rozwinięcie pomysłów z jedynki oraz wejście na wyższy poziom w kwestii wykonania. Tu nie było już wątpliwości – gra wgniatała w ziemię, a realność przytłaczała niejednego nastolatka. W przypadku dzieła Midway nawet rodzice rozumieli, że dzieciaki nie powinny grać w tego typu pozycje – do dziś MK przywoływane jest jako jeden z koronnych argumentów świadczących o brutalności elektronicznej rozrywki. Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że to właśnie drugi Mortal okazał się najbardziej mistyczną, a przy okazji najbrutalniejszą grą z serii. Może Was dziś śmieszyć rozpikselowany biust Kitany, ale twórcy stanęli bardzo blisko granicy kiczu, którego na szczęście jeszcze nie przekroczyli. Ci, którym nie w głowie były wdzięki wirtualnych niewiast, na pewno pamiętają genialną miejscówkę The Pit II.
Wydaje się, że szczyt popularności serii przypadł na okolice 1995 roku, kiedy to na automatach, a później na dużej liczbie maszynek do grania, pojawiło się Mortal Kombat 3. W tak zwanym międzyczasie do kin trafiła filmowa adaptacja smoczej serii – i powiedzmy sobie szczerze… To nadal jeden z najlepszych filmów stworzonych na kanwie gry. Może przemawia przeze mnie sentyment do tego obrazu, ale przyznajcie się bez bicia, kto z Was nie miał własnej kopii kasety VHS w domu? Trzeci Mortal wprowadził ogromną liczbę zawodników, a także naprawdę konkretne kombosy. Miałem przyjemność wzięcia udziału w jednym z ogólnopolskich turniejów MK3 na którejś z edycji Gambleriady. Niestety mój wątpliwy „skill” wyszedł z tej imprezy mocno obity (i tak, byłem kapuściarzem, grającym Kabalem i rozpoczynającym kombosy tornadem). Kilka linijek wyżej wspomniałem o kiczu – właśnie w MK3 Midway przekroczyło pewną granicę tandety. Mowa tu zarówno o ciosach, jak i miejscówkach, a przede wszystkim modelach postaci.
Trójkę katowałem zdaje się najmocniej – ale to właśnie dlatego, że odpowiednie opanowanie kombosów znalezionych na łamach gazet, gwarantowało satysfakcjonującą rozgrywkę wieloosobową. Później na rynku pojawiły się Ultimate Mortal Kombat 3 i Mortal Kombat Trilogy, ale do sukcesu MK3 grom tym było jednak daleko. Przełomem miał okazać się rok 1997 i czwarta odsłona smoczej serii. Dlaczego? Postanowiono przejść w pełen trójwymiar. Podobno wydane wcześniej War Gods było testem dla silnika 3D. Lecz tylko podobno, bo czwarty Mortal Kombat w przeciwieństwie do Bogów Wojny zarządził. Świetnie wplecione do zabawy bronie, dynamiczna rozgrywka i naprawdę niezła jak na tamte czasy grafika, w pełni rekompensowały czas spędzony na oczekiwaniu. Niestety okazać się miało, że pierwszy MK w 3D stał się ostatnią znośną grą z serii. W międzyczasie na ekrany kin trafiło do bólu żałosne Mortal Kombat: Annihilation, które przekreśliło praktycznie wszystko to, co zbudowała wokół siebie filmowa jedynka. A gry? Przyznam się - powiedziałem „dość” i zrezygnowałem z dalszego śledzenia losów serii.
Nie musicie zgadzać się moją teorią o upadku smoczej sagi i jeśli spojrzeć na to trzeźwym okiem, kolejne odsłony Mortal Kombat miały w sobie przynajmniej kilka ciekawych elementów – niestety ja nie potrafiłem ich dostrzec. Spotkanie z jakąkolwiek trójwymiarową odsłoną kończyło się grymasem na twarzy oraz utratą resztek nadziei. Oczywiście pojawiło się na rynku parę naprawdę ciekawych "odprysków" – jak chociażby niedostępne na PC Mortal Kombat Mythologies: Sub-Zero, ale był to tylko dowód na to, że seria najlepsze lata miała już za sobą. Przy całej mojej niechęci do nowych Mortali, byłem oczarowany wyświetlanym również w Polsce serialem Mortal Kombat: Conquest, gdzie mogliśmy podziwiać wdzięki pięknej Kristanny Loken i przybliżyć sobie nieco historię życia Kung Lao. Nowy grywalny Mortal Kombat zapowiada się na szczęście fantastycznie i podobnie jak Street Fighter IV ma szansę zrestartować upadłą serię. Oby tak się stało, bo w przeciwnym wypadku dawni fani (do których się zaliczam), postawią na znaku smoka pewnie ostateczny, nieodwracalny krzyżyk.
(Btw. BlazBlue CT na PC wychodzi w EU 13 sierpnia. PC będzie mógł grać z X'em.)
A Mortal Kombat? Ja jako młody człek pamięcią sięgam dopiero do czwartej części. Co prawda tak słabo grałem iż nigdy nie zrobiłem Fatality, ale było fajnie
I nigdy nie pokonałem Goro. Nigdy. Wiem to dopiero trzeba być mistrzem MK XD
I nie, nie chodzi mi o Mugena (w którego też kiedyś grałem) tylko o doujin'y - ja BBB, Akatsuki Blitzkampf, Arm Joe czy Destruction Desire =]
Eee... skoro pad na PC to marna imitacja tego z konsoli, to ten od Xbox'a też można rozumiem wrzucić do tego tego samego worka... bo da radę podpiąć go pod Pieca.. kurde, trzeba będzie rozejrzeć się za innym -.-"
Pomijając ostatniego Street Fighter'a IV i Guilty Gear czy Dead or Live Online - jest kilka fajnych doujin'ów które niejednokrotnie biją na łeb komercyjny chłam. Fani robią takie rzeczy sami dla siebie i najlepiej im to wychodzi. Na forach twórcy i potencjalni gracze rozmawiają i wymieniają informacje co można by jeszcze do gry wrzucić a czego się nie da.
Polecam "oklepać" Big Bang Beat 1st Impression - mimo prostej obsługi gra jest ciężka bo zawiera w sobie masę kombinacji które można dowolnie łączyć bądź przerywać ^^
Nowy Mortal zarządzi i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ja już się nie mogę doczekać premiery i momentu, kiedy doprowadzę kolegę północnego do takiego stanu, że grę wystawi na allegro 






reszta to święta prawda...