Jazda na poślizgu
 
Data: 05 lutego 2010, 12:01  Autor: North
 
Jazda na poślizgu
Poślizg, przełożenie daty premiery gry, temat wałkowany od niepamiętnych czasów, niestety dziś – w dobie Twitterów i Facebooków – wydarzenia, rzec by można, dnia codziennego. W zasadzie tydzień bez takiego info jest tygodniem straconym. A jeśli to wszystko jest z góry zaplanowane?

Kojima i Square Enix przegięli w zeszłym roku przysłowiową pałkę i starali się wprowadzić do świata gier nowy trend – odliczanie do ogłoszenia ważnej informacji (lub kolejnego licznika). Ogólne oburzenie, które pojawiło się wśród graczy było dość wymowne. Ale to nie był pierwszy tego typu "wybryk". Jeśli sięgniecie dobrze pamięcią, będziecie wiedzieć, że twórcy God of War: Chains of Olympus odliczali dni do graficznego ujawnienia tytułu najnowszych przygód Kratosa. Można taki sposób prowadzenia kampanii reklamowej uznać za zbyt „chamski”, lub przymknąć oko i ekscytować się kolejnymi szczątkowymi doniesieniami na temat wyczekiwanej produkcji. Ale jeśli sposobem na darmową reklamę tytułu ma być informacja o przełożeniu daty premiery – to moi drodzy, ja czuję się odrobinę zirytowany.

Skąd pomysł na takie dywagacje? Splinter Cell: Conviction otrzymał wreszcie mocną datę premiery. Na tyle mocną, że producent rozesłał niektórym redakcjom kamień, na którym wyrył konkretne liczby oznaczające dni, miesiące i lata. Jeśli przygody Fishera opóźnią się choć o jeden dzień, będzie to największy premierowy „fail” ostatnich lat - nie licząc oczywiście Gran Turismo 5, które przeszło już, że tak powiem, ludzkie pojęcie. A skoro o odwlekanych w nieskończoność wyścigach samochodowych mowa, współczuje wszystkim fanom serii – ja czułbym się oszukany. Zapewnienia o marcowej dacie były tak solidne, że ludzie naprawdę uwierzyli… niestety tylko po to, żeby kilka miesięcy później ze złości pękła im żyłka. Jeśli twórcy nie są pewni dat premier to po co krzyczą na prawo i lewo, że tytuł ukaże się dokładnie wtedy?

Bo dla nich informacje w dużych serwisach internetowych to darmowa reklama. Po co zamieszczać płatne banery wydawanej gry, skoro wystarczy (w połowie procesu twórczego) zakomunikować, że produkt ukaże się w piątek po Nowym Roku, a pół roku później zmienić datę na połowę roku przyszłego? Mówi się, że zła informacja jest lepsza niż jej brak – i chyba wydawcy wzięli sobie tę życiową prawdę do serca. Ciężko mi uwierzyć, że firma pokroju Ubisoftu, czy innego giganta, daje aż tak wolną rękę programistom, że ci co chwila wymigują się od ustalonych terminów. Gra, tak jak każdy inny duży produkt, musi mieć z góry określony plan – stworzenia, wydania i promocji. Wielka machina reklamy, wprowadzenia produktu na rynek, wklejek, bajerów, spotów telewizyjnych nie powstaje w tydzień – wszystko idzie równolegle z tworzeniem gry i musi być gotowe na z góry określony termin.

Może kiedy na rynku dominowały papierowe, wydawane raz na miesiąc pisma, trudno było siać taki zamęt, ale w dobie komputeryzacji i ogólnego dostępu do Internetu, świat zalewany jest tak dużą ilością informacji, że przy każdym PC powinna stać kobieta z sitkiem i cedzić przepływ wiadomości. Wiele dużych serwisów wrzuca wszystko, bez jakiegokolwiek potwierdzenia zasłyszanego bełkotu, tworząc z jednej linijki wpisu na nieoficjalnym profilu gry na Twitterze wiadomość dnia. Później oczywiście taki szemrany news pięciokrotnie dementują twórcy. Ciężko połapać się w tym wszystkim i pytanie „to kiedy wychodzi gra X?” nie jest wcale takie głupie, jak mogłoby się początkowo wydawać. W tym miejscu warto podziękować wydawcom, którzy często mącą nam w głowach, celem osiągnięcia własnych korzyści. Ja naprawdę ma już dość jazdy na growym poślizgu…i chciałbym wreszcie zagrać w Gran Turismo 5. Może kiedyś będzie mi dane.

 
 
 
 
r    e    k    l    a    m    a
 
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Możesz być pierwszy!