Czekam na Red Steel 2, ale boję się, że napotkam na polskim rynku problemy z zakupem zestawu z MotionPlus – postanowiłem więc zaopatrzyć się w sprzęt sprzedawany oddzielnie. Ułożyło się tak, że w ręce wpadła mi wersja sprowadzana z Japonii, ale nic nie stanęło mi na przeszkodzie, ponieważ montaż jest banalny. Zestaw składa się z plastikowej przystawki obleczonej gumowym futerałem. Każdy, kto zdecydował się na zakup silikonowej obudowy (celem ochrony ciał domowników), może schować go do szafy (uff, jak dobrze, że nie kupiłem). Po podłączeniu „mołszynplasa” WiiRemote staje się większy i zdecydowanie cięższy – wreszcie czuć sprzęt w dłoni i wrażenie, że trzymamy zabawkę dla dziecka gdzieś uleciało. Wielki plus należy się również samej gumowej osłonce, ponieważ dzięki niej sprzęt trzymany jest w sposób pewny i komfortowy.
Gier wykorzystujących już nie tak nową przecież przystawkę zbyt wiele nie ma. Pierwszym tytułem w zestawie ze sprzętem, a zarazem wzorcowym pokazem możliwości zmodyfikowanego kontrolera było Wii Sports Resort. Pożyczona płyta z grą leżała już od kilku miesięcy w szufladzie, ponieważ pozycja ta nie działa bez MotionPlusa. Mając w pamięci pierwsze Wii Sports nie spodziewałem się zbyt wiele, a lepsze wykorzystanie pilota uważałem za marną wymówkę do zakupu kolejnej edycji tego niecodziennego tytułu. Jak się jednak okazało początkowa niechęć zniknęła bardzo szybko, a jej miejsce zajęło zdziwienie i zaskoczenie – nie samą grą, ale możliwościami, jakie niesie za sobą odmieniony kontroler Nintendo. Spodziewaliście się popierdółki? Nic z tych rzeczy. Od dziś mój pilot to precyzyjne narzędzie do zadań wszelakich.
Na starcie (oczywiście po podłączeniu wszystkiego i "naciągnięciu gumki") najważniejsza jest kalibracja wiilota. W celu dokonania tej podstawowej czynności musicie położyć całość na płaskiej powierzchni i dać sprzętowi kilka sekund na wyłapanie poziomu. Jeżeli posiadacie Wii Sports Resort, warto włączyć od razu dwie konkurencje – walki na miecze i rzut frizbi. Kiedy już odpalicie którąś z tych przesyconych niesamowitą grafiką pozycji, sprawdźcie, co da Wam poruszanie pilotem. Machnijcie standardowo – w pionie w poziomie…a potem przekręćcie sam nadgarstek. Szok? Pilot potrafi odczytać najmniejszy ruch i praktycznie bez opóźnienia przełożyć go na ekran telewizora. Jak sprawdza się to w praktyce? Doskonale – dysk rzucony z odpowiednią siłą i pod odpowiednim kątem poleci w zupełnie inne miejsce niż ciśnięty na tak zwaną „pałę”. Okazuje się, że w przeciwieństwie do pierwszej części gry – dzięki wyczulonemu, bardziej skomplikowanego sterowaniu, zabawa wygląda zupełnie inaczej. Konkurencji trzeba się uczyć – szkolić swoje umiejętności. W przeciwnym wypadku będziecie zaliczać kiepskie, a w najlepszym wypadku średnie wyniki.
Jestem szczerze zaskoczony, bo to zupełnie inny, lepszy kontroler, ale wciąż nie potrafię odpowiedzieć sobie na jedno pytanie – czy Nintendo nie potrafiło zaimplementować takiego gadżetu od razu? Czy musiało oddać w nasze ręce urządzenie, które w zasadzie odczytywało jedynie to, czy machnęliśmy kontrolerem, czy trzymaliśmy go nieruchomo? Oczywiście, że mogło – ale po co? Przecież można po kilku latach od premiery konsoli kosić kasę na sprzęcie, który odmieni zabawę. Czy docenią go niedzielni gracze? Szczerze wątpię – ich wyobraźnia zastępuje słabość zwykłego sensora ruchu. Czy kupią go zwykli gracze? A czy oni jeszcze wierzą w tę platformę? Ja uwierzyłem na nowo – a na Red Steel 2 czekam z wypiekami na twarzy. Skoro MotionPlus umie tak wiele, to machanie mieczem i naparzanie z giwery w najnowszej strzelance od Ubisoftu zapowiada się wybornie. „Jeśli się zgadzasz na to spotkanie – pomachaj ręką mi na ekranie” – ja macham jeszcze chętnie - wyczulony kontroler ruchu "rządzi", warto go przetestować. Moja żona sprawdziła... i bawiła się świetnie.







