Jeśli jeszcze ktoś z Was nie zauważył, to jestem przebrzydłym fanbojem serii Metal Gear Solid, a na każdą kolejną odsłonę tej sagi czekam niczym na boskie objawienie. Tak więc swego czasu, jak większość podobnych mi odszczepieńców, polowałem w Internecie i prasie na dosłownie każdy nowy screen czy też fragment filmiku, który sprawiłby, że poznam jeszcze więcej szczegółów odnośnie nadchodzącego Metal Gear Solid 4. Szanuję Pana Kojimę za jego chorą wyobraźnię, potrafiącą wymyślić to zagmatwane uniwersum i sprzedać je w taki sposób, że mimo, iż całość nie trzyma się kupy, to i tak ogólno panujący chaos jakoś niweluje ten fakt. Nigdy jednak nie będę w stanie wybaczyć Kojimie tego, że swoimi kosmicznie wyreżyserowanymi trailerami zdradził wszystko, co normalnie urwałoby mi z zaskoczenia głowę i szczękę w trakcie właściwej gry. Poważnie - jeśli dobrze pokroić i posklejać do kupy opublikowane przed premierą materiały, to otrzymalibyśmy ogólny zarys historii nowego MGSa z dorzuconymi najciekawszymi jej fragmentami. I po kiego grzyba to komukolwiek potrzebne było ja się pytam?! Jaka jest przyjemność siadać do gry, skoro przez pierwsze 4 godziny i tak od dawna wiemy, co się wydarzy?
Jestem w stanie zrozumieć, że potrzebny jest dobry marketing, aby zainteresować projektem tłumy, a samymi zdjęciami głównego bohatera raczej nie podkręca się atmosfery przed premierą tytułu. No chyba że mówimy o grze Bayonetta, gdzie naprężająca się dwumetrowa "bibliotekarka" wystarczy do przyciągnięcia wygłodniałych maniaków. Są jednak metody, żeby gracz był syty i fabuła pozostała w jednym kawałku. Weźmy na ten przykład takie Alone in the Dark i zwiastun o nazwie „Epic Haunting Gameplay” – rewelacyjna muzyka, świetne wstawki z samej rozgrywki, a wszystko zmontowane w taki sposób, że nakręciłem się na ten tytuł jak na żaden inny. Co z tego, że produkt końcowy był nijaki. Liczy się to, iż marketingowcy odwalili kawał nieziemskiej roboty, nie wyjawiając nam przy tym kluczowych aspektów nadchodzącej zabawy. Za inny wzór weźmy chociażby takie Halo 3: ODST, które postawiło na krótkie scenki filmowe z udziałem prawdziwych aktorów. Jest hype? Jest. Poznaliśmy najciekawsze momenty z kampanii zanim gra trafiła do naszych czytników. A skądże! Kto widział ten wie, że wspomniany zwiastun w większości wypadków wywracał za sprawą rozmachu graczom mózgi na drugą stronę, a fani serii zapewne zaczynali zabijać się o pre-ordery. Możliwe jednak, że zwyczajnie przytoczyłem złe przykłady, gdyż o powyższych tytuły ciężko powiedzieć, iż są napędzane głęboką i rozbudowaną fabułą.
Do kogo ja właściwie piję tym tekstem? A tak się składa, że do nadchodzącego Heavy Rain, na myśl o którym nie jestem już w stanie usiedzieć spokojnie w miejscu. Rzecz w tym, że od czasów Metal Gear Solid 4 nauczyłem się, żeby w przypadku silnie wyczekiwanych tytułów unikać wszelkich pojawiających się informacji. Dwa lata temu w Lipsku zobaczyłem prezentację samej mechaniki gry na zamkniętym pokazie, a rok temu w Kolonii ujrzałem zwiastun z jednym z bohaterów i na tym się skończyło. Nawet nie wiecie jaki to koszmar żyć w tej ciągłej niewiedzy, napędzanej strachem przed poznaniem najciekawszych fragmentów całości. Nic jednak nie jest w stanie równać się z radością, jaką daje nam odpalony w konsolce końcowy produkt, odkrywający przed nami swoje smaczki dopiero w trakcie samej gry. Niestety nasza branża jest tak skonstruowana, że prasa musi być regularnie odżywiana kolejnymi porcjami gameplay'ów oraz zwiastunów, aby było o czy pisać i żeby broń Boże hype nam nie przygasł. I tutaj ekipa takiego Quantic Dream staje przed trudnym wyborem: „podjarać” publikę wgniatającym w glebę filmikiem, czy mimo wszystko utrzymać jak najwięcej elementów projektu w tajemnicy aż do samego końca. Nie oszukujmy się, ale Heavy Rain to prawie wyłącznie fabuła i ciężko tutaj zmajstrować coś na podobieństwo „Epic Haunting” bez ofiar w postaci spoilerów.
Powiem Wam tyle – spróbujcie kiedyś przemęczyć się przy okazji jakiegoś wybranego projektu i postarajcie się uniknąć tego kolosalnego potoku informacji, nakręcającego branżowców i zniecierpliwionych młokosów. Ja tak postąpiłem w przypadku Heavy Rain i BioShock 2 i coś czuję, że dzięki temu uporowi maniaka będę mieć o tyle większą radość z przechodzenia tych nadchodzących hiciorów. Oczywiście nie należy też popadać w paranoję i uciekać przed każdym zdjęciem z Gran Turismo 5 czy Tekkenem 6, gdzie prawdę mówiąc ciężko o spoilery. Po prostu nie dajcie sobie wcisnąć częściowo rozwikłanego produktu, bo jak to niektórzy powiadają: „niewiedza jest błogosławieństwem”.







Największe rozczarowanie po obejrzeniu reklamy, a w zderzeniu z rzeczywistością: Prototype? Reklama gry w iście filmowym stylu i wykonaniu:
http://www.youtube.com/watch?v=zh3Oa5Cho4A
Jak to było rzeczywiście wiedzą Ci co grali.