Czymże jest ARG? Otóż Alternate Reality Gaming to w wielkim skrócie forma zabawy, wykorzystująca realny świat jako podstawę do prowadzenia swej narracji oraz rozgrywki. Akcja takich przedsięwzięć postępuje wraz z kolejnymi osiągnięciami działających ze sobą uczestników, otrzymujących wskazówki oraz zadania za pośrednictwem najróżniejszych form przekazu – telefonicznie, mejlowo, czy nawet poprzez fizyczne tropy pozostawione na zewnątrz. ARG co prawda nie jest jakąś wyjątkowo powszechną praktyką wśród producentów i wydawców, ale gdy już odpowiednie tęgie głowy zdecydują się na takie rozwiązanie, to zazwyczaj dany projekt pojawia się na ustach całej społeczności. Wystarczy przypomnieć sobie genialnie zaplanowany pod premierę Halo 2 happening I Love Bees, którego gracze musieli odbierać telefony znajdujące się w zamkniętych lokalach lub gromadzić losowych przechodniów, aby Ci ustawiali się w szeregu salutując.
Skąd nagle takie spontaniczne przywołanie tematu ARG? Tak się składa, że niedawno dobiegła końca akcja zorganizowana przez Valve, w ramach wyczekiwanego przez fanów projektu Portal 2. Wszystko zaczęło się 1 kwietnia, kiedy to kilkanaście tytułów Indie zostało na Steam zaktualizowane łatką #PotatoFoolsDay. Plik modyfikował poszczególne pozycje, wplatając w nie najróżniejsze materiały dotyczące kartofli, przy czym większość osób myślała, że jest to wyłącznie żart Prima Aprilisowy. Wątpliwości co do głębszej natury „Dnia Ziemniaczanych Głupców” zostały rozwiane następnego ranka, kiedy to tajemnicze siły wydały za pośrednictwem platformy Valve kompilację gier The Potato Sack, w czym rzekomo udziału nie miało samo studio, ani twórcy spakowanych produkcji. Prawdziwa zabawa dopiero miała się zacząć, a w istocie trybiki kampanii puścili w ruch owi niezależni deweloperzy.
Zawarte w składance projekty przez najbliższe kilkanaście dni były „wzbogacane” o szeregi dziwnych dodatków, jak chociażby tajemnicze symbole, czy bonusowe zadania, które stopniowo ujawniały się wytrwałym w działaniach maniakom. Oczywiście knowania nieznanych inicjatorów nie ograniczały się wyłącznie do The Potato Sack - odgadywane wiadomości doprowadzały uczestników do wszelkiej maści źródeł, począwszy od ukrytych na dachach budynków worków z ziemniakami, po ukazujące się w sieci blogi, a na mejlach od samego Gabe’a Newella kończąc. Nawet reklamy Portal 2 zbadane klatka po klatce okazywały się być źródłem nowych szyfrów, a w jeden z fanowskich podcastów został wpleciony sygnał zakodowany alfabetem Morse’a. Przez prawie dwa tygodnie ludzie odnajdywali kolejne powiązania i łamigłówki, a ich sukcesy nagradzano na Steamie specjalnymi odznakami z cyfrowymi pyrami.
Dopiero 14 kwietnia stał się zapowiedzią końca kartoflanego pościgu za prawdą, kiedy to dokopano się do strony, na której niewiele mówiący licznik spokojnie odmierzał kolejne godziny do „czegoś”, co miało nastąpić dzień później. Jak się okazało znana miłośnikom Portal sztuczna inteligencja GLaDOS rozpoczęła kumulację mocy obliczeniowej, mającej przyśpieszyć jej rychły restart. Polegało to na tym, że posiadacze The Potato Sack musieli wspólnymi siłami ogrywać zawarte w pakiecie tytuły, przyczyniając się tym samym do własnoręcznego przyśpieszenia premiery „dwójki”. Choć ostatecznie mieszkańcy Stanów wywalczyli sobie w ten sposób grę zaledwie na chwilę przed jej oficjalnym startem, tak już rezydenci pozostałych kontynentów mogli zacząć rozkoszować się tworem Valve z kilkudniowym wyprzedzeniem. Jakby tego było mało, zdobywcy wszystkich 36 ziemniaków, a co za tym idzie - również i dodatkowego złotego kartofla, zostali obdarowani darmowym egzemplarzem Valve Pack, zawierającym w sobie między innymi pełną wersję Portal 2.
Jako leniwy obserwator tych wydarzeń muszę przyznać, że tego typu akcje to ze wszech miar magiczne pomysły, nie tylko skutecznie nakręcające „hype”, ale i zapewniające masę radochy z odgadywania kolejnych zagwozdek. Valve wraz z autorami zawartości The Potato Sack wykonało kawał nieziemsko skoordynowanej roboty, dając fanom nie tylko szansę do wykazania się sprytem, ale też nagradzając liderów kartoflanej enigmy zacnymi prezentami oraz możliwością szybszego zjednoczenia się z GLaDOS. Szkoda tylko, że przedsięwzięcia pokroju PotatoFoolsDay, czy I Love Bees to sporadyczne ewenementy, mające miejsce raz na kilkaset premier. Jednakże z drugiej strony, może to właśnie ta ich odświętna natura czyni z tego typu wydarzeń o tyle ciekawsze widowiska?






